Koktajl witamin w tubce - TOSOWOONG Vita Clinic Vitamin in Cream

Hej!


Pozostajemy w tematyce azjatyckiej pielęgnacji. Niedawno zaprezentowałam Wam moją aktualną dzienną pielęgnację, która oparta jest na serii z zieloną herbatą Innisfree. Mój wieczorny rytuał jest zazwyczaj bardzo podobny, ale różni się stosowaniem preparatów punktowych na niedoskonałości oraz kremem, który nakładam na sam koniec. Lubię wzbogacać moją nocną pielęgnację, bo skóra ma czas na regenerację, odetchnięcie i wchłonięcie składników aktywnych, którymi ją "przykrywam". I tak po trwających ponad dwa miesiące testach mogę śmiało stwierdzić, że znalazłam kolejnego pielęgnacyjnego ulubieńca, tym razem soczyście owocowego! Macie ochotę na sałatkę owocową dla skóry? Zapraszam na porcję Tosowoong Vita Clinic Vitamin in Cream!


Cała seria Vita Clinic marki Tosowoong zawiera mnóstwo witamin, a jej głównym zadaniem jest rozjaśnianie przebarwień i wyrównywanie kolorytu skóry. Do wyboru jest aż 9 różnych produktów z całej linii (KLIK), ale ja póki co sięgnęłam po krem, bo mój aktualny krem na noc się skończył. Mam jednak ochotę spróbować również pozytywnie ocenianego serum i masek w płachcie - pewnie będą pięknie podbijały działanie całej serii. Przechodząc jednak do kremu - widnieje na nim informacja, że można go używać również na dzień, ale sama wybrałam dla niego rolę nocnego "kochanka". Tubka wygląda bardzo aptecznie, kojarzy się ze specjalistycznymi maściami. Ale to dobrze, od razu czuję do niej podświadomie większe zaufanie :) Mamy tu 50 g produktu, więc całkiem dużo. 

Skład jest bardzo bogaty, znajdziemy tu niacynamid, alantoinę i panthenol oraz masę ekstraktów, m.in. z rokitnika, z owoców moreli, z jabłek, z zielonej herbaty, z eukaliptusa. Cała mieszanka ma zarówno działać nawilżająco i łagodząco, jak i rozjaśniać i dodawać skórze energii. Krem przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry, nawet tej wrażliwej. W zasadzie można by nazwać go żelem, ponieważ ma bardziej żelową konsystencję, która jest bardzo lekka, ale jednocześnie zostawia subtelny film ochronny na skórze. Przepięknie, owocowo pachnie i ma pomarańczowy kolor (zapewne przez ten rokitnik), co dla mnie jest akurat plusem - uwielbiam piękne zapachy. 



Nie powiem Wam jak sprawdza się pod makijażem, bo nie sprawdzałam go w tej wersji. Biorąc pod uwagę, że zostawia delikatnie lepkie wykończenie może być dobrą bazą - muszę przetestować go w tej roli. Krem jest za to idealny na noc. Nie jest za ciężki i zbyt bogaty, ale mimo to jest treściwy. Tak jak widzicie na zdjęciu powyżej - w kontakcie ze skórą rozpuszcza się i wchłania dość szybko, w nocy nie przeszkadza mi też ochronna warstwa, jaką zostawia krem. Nawilża i wygładza skórę w przepiękny sposób, jest mięciutka i sprężysta. Po przebudzeniu skóra wygląda jak po drogiej całonocnej masce, jest rzeczywiście rozświetlona naturalnym blaskiem. Pewnie jesteście ciekawi jak jest z tym rozjaśnianiem. Nie zrobiłam niestety zdjęcia "przed i po", bo kompletnie o tym zapomniałam, ale efekt jest zauważalny. Jeżeli borykacie się z problemem czerwonych plamek po niedoskonałościach to jest to produkt dla Was - pozwala znacznie szybciej pozbyć się takich przebarwień. Krem nie daje spektakularnego, natychmiastowego efektu, ale używany regularnie zmniejszy zaczerwienienia i przede wszystkim będzie trzymał skórę w dobrej kondycji. Idealnie wpasował się w moją pielęgnację i zachęcił do spróbowania innych produktów z tej serii... kto wie, może wszystkich? :)


Lubicie witaminowe kosmetyki? Znacie markę Tosowoong? Zainteresował Was koktajl kosmetyków w tubce? :) 

Zobacz także:


Ściskam!


Podobne wpisy z tej kategorii

17 komentarze

  1. Nie znam tej marki, ale kusi mnie ze niweluje zaczerwienienia, bo się z nimi borykam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam marki, szczerze mówiąc jeśli chodzi o kosmetyki azjatyckie to jestem trochę na bakier ;) Ale krem prezentuje się świetne. Prawdziwa bomba witaminowa dla skóry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, musisz spróbować jakichś dobrych azjatyków - jak ten, i się przekonasz :)

      Usuń
  3. Działanie brzmi bardzo fajnie, a każdy krem który zapewnia rozświetlenie i rozjaśnienie przebarwień od razu ląduje na mojej liście kosmetyków do wypróbowania. Zaciekawiła mnie również jego konsystencja, wygląda bardzo nietypowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to trzeba przyznać, konsystencja jest żelowa i zarazem treściwa... trzeba spróbować :)

      Usuń
  4. Mam kilka produktów z tej serii w koszyku na Jolse. Najbardziej ciekawi mnie serum, płatki oraz maska z glinką :D. Wygląd opakowań dla mnie na plus bo wyglądają profesjonalnie, a nie cukierkowo ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też muszę wypróbować serum i to chyba zamówię je już w sierpniu, jak skończy mi się aktualne z Innisfree :) Też racja!

      Usuń
  5. wydaje sie nie najtańszy :/ Na razie nie kusi, ale moze kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok. 70 zł za 50g kremu ze świetnym składem to nie tak wiele :)

      Usuń
  6. Nie znam marki, ale pewnie znalazłabym w ofercie coś ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam, ale zaraz cos wynajde dla siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam tej linii kosmetycznej, choć pewnie u mnie wiele dobrego by zrobiła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz problem z przebarwieniami i poszarzałą cerą to na pewno :)

      Usuń
  9. Wygląda bardzo ciekawie. Chyba się nim zainteresuję na jesieni :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.