Pierwszy miesiąc na obczyźnie, czyli 5 największych zaskoczeń

Hej!

W środę minął miesiąc odkąd jestem na wyspach i tak sobie myślę, że to dobry czas na opowiedzenie Wam kilku słów o moich pierwszych wrażeniach. Jeżeli śledzicie mnie na Instagramie (KLIK), do czego oczywiście zachęcam, bo jestem tam najbardziej aktywna, to widzieliście już z pewnością kilka relacji znad morza, zamków itp., ale tak jak pisałam Wam przy pierwszym podróżnym poście (KLIK) chcę ten temat kontynuować, więc oto jestem :) Dziś opowiem Wam o kilku sprawach, które naprawdę mocno mnie zaskoczyły. Mam nadzieję, że polubicie tego typu wpisy :) Od razu zaznaczam: wszystkie zdjęcia w tym wpisie robione są telefonem, więc z góry przepraszam za ich niewystarczająco dobrą jakość!




1. UPRZEJMOŚĆ

I to nie ta wymuszona i sztuczna, tylko naturalna, płynąca prosto z człowieka. Tutaj najczęściej używanym zwrotem jest "thank you" i mi też już weszło w krew. Uśmiechnięte kasjerki w sklepie, uśmiechnięci ludzie na ulicy, powitania (od nieznanych osób), kiedy mijacie się na spacerze... Przy wyjściu z autobusu praktycznie każdy dziękuje kierowcy i się z nim żegna. I pomoc przy jakimkolwiek problemie - z pracą, zdrowiem, znalezieniem jakiegoś miejsca czy właściwego przystanku. Tutaj wystarczy zapytać, a pomoc macie w zasadzie gwarantowaną. Czasem nawet nie musicie pytać, bo kiedy wyglądacie na zagubionych pomoc przychodzi sama ;) Znam z własnego podwórka przykład maksymalnej serdeczności - załatwienie dachu nad głową, pracy i pożyczenie własnego samochodu  i pieniedzy przez człowieka kierującego dużą firmą. W każdym miasteczku znajdziecie jakiś Charity Shop, w którym kupując podarowane ubrania, meble itp. pomagacie też innym. Życzliwość jest tutaj normalna. Tak bardzo różni się to od Polski... :) 

Zapomniałam jeszcze dodać o manii przepraszania, która również wiąże się z uprzejmością i jest od razu do zauważenia. Tutaj, jeżeli ktoś przez przypadek zajdzie Ci drogę (lub np. ustępujesz mu drogę sam z siebie), od razu Cię przeprasza. Jeżeli pracownik sklepu wykłada towar i musisz go minąć z jakimkolwiek trudem - od razu Cię przeprasza i to jeszcze serdecznie. Kiedy wychodzisz zza budynku i wpadłbyś na kogoś - zaraz jesteś przeproszony. Ostatnio pani przeprosiła mnie za to, że jej dziecko wpadłoBY na mnie... choć nawet mnie nie dotknęło ;) Dziwne, prawda?






2. KRAJOBRAZY

Cóż, Szkocja jest po prostu piękna. W góry nad morze? No pewnie! Tak, tu bardzo często znad linii wody wyłaniają się góry... wygląda to naprawdę zjawiskowo. Oczywiście jest tu też masa jezior i zamków (a często zamków nad jeziorem), które oczywiście polecają się do zwiedzania. Jest tutaj mnóstwo zarówno miejsc historycznych, jak i dzikich terenów. Cała północna Szkocja usiana jest górami i nie mogę się doczekać, żeby się na nie wdrapać. Podoba mi się też szalenie budownictwo - choć specyficzne, a często cała ulica domków wygląda praktycznie tak samo, ma to dla mnie swój urok. Lubię te mury, często obrośnięte bluszczem czy mchem, w towarzystwie krzewów i rozkwitających kwiatów. Tu nawet wieś ma swój niepowtarzalny urok - pagórki, urocze domki, wypasające się owieczki...  Nie myślcie, że "trawa u sąsiada jest bardziej zielona", bo doceniam i polskie krajobrazy, ale... Tu jest tak pięknie i z każdym dniem zakochuję się w tym kraju coraz bardziej. 

PS. Mimo wielu szaro-burych zdjęć nie przeszkadza mi absolutnie pogoda. Nienawidzę upałów, wolę chmury :) Idealne miejsce dla mnie!






3. SZKOCKI AKCENT

To zaskoczenie niekoniecznie pozytywne. O ile przed wyjazdem przygotowywałam się oglądając filmy szkockich youtuberów, filmy ze szkockim akcentem itp. to rzeczywistość okazała się jeszcze trudniejsza. TUTAJ możecie posłuchać prawdziwej Szkotki. Rozumiem już coraz więcej, ale początkowo słysząc rozmowy w sklepie, na ulicy czy w autobusie byłam przerażona, bo rozumiałam zaledwie pojedyncze słówka. Akcent jest hmmm idealny dla polaków, bo często mocno podkreśla się tu "r". Często Szkoci zamieniają też "i" na "e" i niektóre słowa brzmią naprawdę dziwnie... Angielskiego uczyłam się od podstawówki i generalnie nie mam problemu z załatwianiem spraw w urzędach czy u lekarza, ale zdarza się, że muszę jeszcze prosić o powtórzenie całego zdania, wolniej i w miarę możliwości wyraźniej. Pocieszam się, że mój Narzeczony, który jest tu już czwarty miesiąc rozumie praktycznie wszystko. Muszę dojść do takiej wprawy :) 

PS. W najbliższy czwartek mam bardzo ważną rozmowę w sprawie pracy i trzymajcie za mnie kciuki, żebym rozumiała wszystko co szkockie w rozmowie! :D






4. WODA

Ta w kranie (albo kranach, bo oczywiście przed wyjazdem zapomniałam też, że w UK mają często osobny kran na ciepłą i osobny na zimną wodę). Jest zupełnie inna, niż w Polsce (a przez kilka lat dane mi było picie wody ze studni). Woda nie zostawia kamienia, jest pyszna w smaku (prosto z kranu!), a co najlepsze ma też świetny wpływ na moją cerę i...włosy. Uwierzcie mi, że tutaj włosy mi się praktycznie nie przetłuszczają! W Polsce już na drugi dzień po myciu włosów musiałam używać suchego szamponu.... tutaj nie używam go praktycznie w ogóle. Włosy myję dwa razy w tygodniu, ale gdybym się zmusiła, to wystarczyłby raz. Cera nie ma większych niespodzianek, nie jest przesuszona i nie mam również problemu z nadmiernym wydzielaniem sebum... Tak, teraz wiem, że jakość wody w codziennym życiu i pielęgnacji też ma duże znaczenie.





5. CENY

Oczywiście jeżeli zarabiam w funtach absolutnie nie mam prawa przeliczać na złotówki i nigdy tego nie robię. Liczę sobie ceny w porównaniu 1:1 - jednostka do jednostki. Muszę przyznać, że ceny chociażby jedzenia bardzo mnie zaskoczyły, warzywa i owoce są tu do kupienia dosłownie za grosze, generalnie potrafimy wyjść z dwiema ogromnymi torbami pełnymi jedzenia ze sklepu wydając przy tym 30-40 funtów. Można tu łatwo porównać zarobki godzinowe i co można za nie kupić - 8 zł/h w Polsce, 8£/h. W Polsce za tą kwotę kupicie chleb (ok. 2 zł) i jajka (ok. 6 zł). W Szkocji za tą samą stawkę godzinową kupicie chleb (ok. 1£), ser (ok. 1£), szynkę (ok. 1,50£), jajka (ok. 1£), mleko (ok. 1,50 £), pomidory (ok.1 £) i jeszcze coś słodkiego... Także różnica jest znaczna. Podobnie jest z kosmetykami, taki chociażby L`oreal, który u nas w drogeriach jest marką "luksusową" i za pojedynczy produkt zapłacimy 50-70 zł tak tu... to jedna z tych niskich półek, gdzie śmiało dostaniemy chociażby pomadki po 5£. W Polsce ten pieniądz, mam wrażenie, nie jest nic wart, ale to temat na inną dyskusję. W każdym razie Szkocja jest zdecydowanie tańsza do życia od samej Anglii i naprawdę można żyć godnie, nawet na najniższej krajowej. 





A na drzewach kwitnie mech, a nie jakieś tam kwiatki! :D

Jestem ciekawa, czy coś z moich opowieści również Was zaskoczyło - czekam na Wasze komentarze, koniecznie dajcie znać!


Ściskam!



Podobne wpisy z tej kategorii

26 komentarze

  1. W sumie najmniej mnie zaskoczyło to co napisałaś o sile nabywczej, niestety nasza złotówka jest daleko w tyle za innymi walutami i bardzo bym chciała, zeby to się zmieniło, ale mam duże wątpliwości czy to kiedykolkwie nastąpi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ale też odnoszę takie wrażenie...

      Usuń
  2. Uwielbiam Szkocję i mam nadzieję, że będzie mi dane tam pojechać choć na kilka dni ;). Zdjęcia piękne, uwielbiam ten klimat ale myślę, że przy dłuższym przebywaniu brakowało by mi trochę tego słońca :). Co do cen i uprzejmości to o dziwo słyszałam trochę inne opinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam! :D Zauważyłam, że niektórzy marudzą, ale nie mają na co. Żyje się tu nieporównywalnie lepiej, a jedyni nieuprzejmi ludzie, jakich spotykałam to polacy :)

      Usuń
  3. Miałam podobne spostrzeżenia podczas mieszkania w Szkocji i bardzo tęsknię za Edynburgiem, to wspaniałe miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieszkam od 2 lat w Niemczech i tutaj jest również podobnie jeśli chodzi o zwykłą ludzką uprzejmość, zawsze wszyscy są mili, panie w sklepach na kasie uśmiechnięte i miłe (nie jakby siedziały za karę), wszyscy się ze sobą witają mimo iż się nie znają ;) ceny również podobnie, jest o wiele taniej niż w Polsce, gdyby nie przeliczać oczywiście ;) a kosmetyki o wiele tańsze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat do Niemiec nigdy bym się nie wyprowadziła, niestety nie polubię "wroga" i nienawidzę ich języka :) Ale cóż, gospodarczo do Polski porównania nie ma :)

      Usuń
  5. Mam nadzieję, że kiedyś tam pojadę. I zachwycę się tymi wszystkimi widokami na żywo.
    A co do różnicy w kosztach życia, to niestety widać, że u nas jest znacznie drożej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam :) Niestety, ale to jest smutna prawda.

      Usuń
  6. Nigdy nie byłam w Szkocji, ale mój kuzyn tam mieszka i często podsyła mi jakieś fotki :) Chociaż mchu na drzewach jeszcze nie widziałam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże! Jak tam jest pięknie! Zazdraszczam wody. A myślałam, że w Polsce jest niezła...

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne widoki, trzymam kciuki w sprawie pracy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się marzy podróż po Szkocji. Co do akcentu: miałam okazję pracować ze Szkotami i było to dość ciekawe doświadczenie lingwistyczne :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, prawda? :D Jest coraz lepiej, ale czasem muszę dopytywać :)

      Usuń
  10. powodzenia na rozmowie o pracę! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widoki, okolice.. Przepiękne. Powodzenia na rozmowie :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czego Ci zazdroszczę to tego ,że ludzie tam są tacy mili ,uprzejmi, życzliwi ,pomocni bezinteresownie :) Widoki przepiękne których też trochę zazdroszczę ,po tym artykule aż chciałoby się tam zamieszkać :)Napisz prosze jak tam z pracą co robisz :) Pozdrawiam ponownie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest czego zazdrościć :) Na pewno napiszę więcej!

      Usuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.