Zatrzymali mnie we Francji! O mojej emigracyjnej przygodzie

Hej!

Kilka dni temu Ci z Was, którzy obserwują mnie na Instagramie mogli zauważyć moją relację z podróży. Była dość dramatyczna i dziękuję Wam za każdą miłą wiadomość, bardzo dodaliście mi otuchy. Postanowiłam rozwinąć ten temat i opowiedzieć Wam dokładnie co i jak, bo moim zdaniem jest dość interesujący. Jeżeli nie wiecie o co chodzi, to już spieszę z wytłumaczeniem. W ubiegły czwartek rozpoczęłam wraz z moim kotem Vincentem podróż do Wielkiej Brytanii. Znając mojego życiowego pecha mogłam się spodziewać, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem, ale nie sądziłam, że skończy się płaczem i okropnymi nerwami... a jechałam z naprawdę dobrym nastawieniem. Ale, wszystko po kolei!




Jeżeli chcecie przyjechać ze zwierzakiem do UK musicie wybrać albo drogę lądową, a następnie prom lub eurotunel, albo samolot. Ta druga opcja jest jednak jedynie oferowana w Polsce przez linie lotnicze Lot, a nie pasowała mi zarówno ze względów finansowych (ok.1800 zł za mnie + 400 zł za kota), jak i ze względu na przesiadkę we Frankfurcie. Nigdy nie leciałam samolotem, a co dopiero z przesiadką i kotem. Chciałam też zabrać z Polski trochę więcej rzeczy, m.in. sprzęt potrzebny mi do pracy. Jako środek transportu wybrałam więc bus, który reklamował się w sieci jako ten z warunkami do przewożenia zwierząt. Wiedziałam, że podróż nie będzie łatwa, bo miała trwać dwie noce i dzień, ale na stronie przewoźnika wyraźnie napisane było, że podróż będzie komfortowa, a wykwalifikowana kadra zajmie się zwierzakiem.

Podróż od początku zaczęła się źle. Mieliśmy wyjechać o północy, zostałam poinformowana o dwóch godzinach opóźnienia. Na miejscu okazało się, że bus nie ma żadnych klatek dla zwierząt, o których była informacja na stronie. Nie mogłam też liczyć na podkłady do transportera, czy pokarm. Wykwalifikowana kadra... jechała chyba w innym busie, bo mi przyszło podróżować z dwoma "Sebiksami". "Weźmie Pani kotka na kolanka" - usłyszałam, pytając się o klatkę. Kot był przerażony przez kilka pierwszych godzin jazdy, miauczał i płakał niesamowicie, a mi było po prostu głupio, nie pomagało wzięcie na kolana i głaskanie. Po kilku godzinach się uspokoił i zasnął. O przerwach w celu "napojenia zwierzęcia" też nie było mowy. Podczas podróży towarzyszyła nam klasyczna polska muzyka - Gang Albanii, Zenek Martyniuk i inne hity polskiego, zbereźnego disco polo. Kolejne "jaja" zaczęły się, kiedy kierowcy zapytali się, czy nie będziemy mieć nic przeciwko, kiedy przy ewentualnej kontroli pokażemy paragony za alkohol i papierosy, rzekomo przewożone przez nas. Myślicie, że można było odmówić? "No to będziemy stać co najmniej 8 h na granicy, jak Pani chce" - tyle usłyszałam, kiedy powiedziałam o moich wątpliwościach. Przed samym wjazdem do Niemiec panowie kręcili jeszcze po mieście, żeby dokupić więcej tytoniu i fajek i podłożyć pasażerom pod siedzenia... Wyjeżdżając o 2 w nocy z Warszawy o 15 po południu byłam jeszcze w Polsce... 



Żeby zwierzę wjechało do Wielkiej Brytanii musi mieć chip, paszport, szczepienie przeciwko wściekliźnie oraz musi być odrobaczone (a wszystko musi znaleźć swoje potwierdzenie w paszporcie). Byłam na wszystko przygotowana - prosiłam weterynarza o cały pakiet, a on był absolutnie pewny tego, co robi. O godzinie 3 w nocy z piątku na sobotę mieliśmy wykupiony przejazd eurotunelem. Przez wjazdem ze zwierzakiem trzeba było udać się do Pet Reception, żeby sprawdzić czip i dokumenty. Kiedy usłyszałam francuskim angielskim, że nie możemy wjechać do UK zamarłam. Uwierzcie mi, sparaliżowało mnie. Okazało się, że weterynarz zapomniał postawić pieczątki na jednej stronie paszportu. Na nic były moje błagania i płacz. Jedynym rozwiązaniem pozostawało czekanie kilka godzin na francuskiego weterynarza, który będzie mógł poprawić papiery. Jak możecie się domyślić - kierowcy zwani Sebiksami absolutnie nie chcieli czekać. Przeklinali na mnie, jakby to była moja wina i jedyne co potrafili powiedzieć to "k***a, my musimy jechać". Nie pozostało mi nic innego, jak zostać z bagażami i kotem w miejscu, gdzie sprawdzane były zwierzaki. Francuska kadra okazała się być na tyle miła, że częstowała mnie herbatą, a kot mógł wybiegać się w zamkniętym na noc garażu. Byłam sama, w Calais - tak, tym mieście pełnym uchodźców. Narzeczony - ponad 700 km dalej, Polska - 1600 km. Jedyne na co się mogłam zdobyć to płacz. 

Rano musiałam zwolnić garaż, zapakować kota w transporter i rozsiąść się w poczekalni. Trafiłam na przemiłe Szwedki, które miały podobny problem z paszportem - zabrały mnie ze sobą do weterynarza, gdzie okazało się, że za nowy paszport musimy zapłacić 50€. Kot ma teraz obywatelstwo francuskie ;) Niestety Kobietki nie mogły zabrać mnie ze sobą przez eurotunel, bo miały zbyt wiele bagażu, a ja też nie miałam go mało... Zaczęło się szukanie kogoś, kto będzie na tyle miły, że weźmie mnie ze sobą. Niestety, ani tunelem, ani promem nie można było ze zwierzęciem przejechać bez samochodu. Gdybym miała 200-300 £ mogłabym wynająć taksówkę, ale po opłaceniu paszportu i biletu za kota nie było mnie niestety stać. Nie oceniajcie - wiem, że możecie powiedzieć, że nie przygotowałam się na podróż. Ale nie wyemigrowałam bez powodu, a finanse były jednym z nich. Całą sobotę spędziłam w poczekalni, prosząc ludzi różnych narodowości o pomoc. Niestety, ale wymogi UK na przewóz psa nie ułatwiły mi sprawy, bo każdy pies musiał jechać w samochodzie w dużej klatce, co automatycznie sprawiało, że na moją walizkę, karton i kota nie było już miejsca. Busami jeździły zazwyczaj 3-4 psy i sytuacja była podobna - 4 klatki zabierają całe możliwe miejsce. Narzeczony jechał przez całą Wielką Brytanię i w międzyczasie szukał mi transportu u polskich kierowców. Po trzech dniach niespania w pewnym momencie zaczęło mi być już naprawdę wszystko jedno, uwierzcie, nie jest to dobry stan. Kotu również się udzielił, mimo ponad 700 psów, które go mijały on leżał z obojętnym wyrazem pyszczka...  Właśnie, jedyny plus - wygłaskałam kilkaset przepięknych psiaków, które czekały na sprawdzenie dokumentów. W ciągu całego dnia okazało się również, że wiele osób miało podobne problemy, rodzina włochów czekała razem ze mną na rozwiązanie problemu błędnego paszportu kilka godzin. Ku przestrodze - jeżeli planujecie podróż ze zwierzakiem idźcie z tym samym paszportem do kilku weterynarzy. Błędy słono kosztują. Niektórzy musieli jechać na dodatkowe szczepienia, po których musieli czekać kolejne 24 h, zanim wjadą do UK...


Wybawienie przyszło po 20 godzinach czekania. Polski kierowca zabrał mnie i mieliśmy przeprawić się na wyspy promem. Po drugiej stronie czekał już na mnie Ukochany i nie znam chyba lepszego uczucia, niż ten spokój, który osiągnęłam. Po drodze musieliśmy zatankować i tutaj muszę wspomnieć jedną bardzo istotną sprawę. Media w Polsce o tym nie mówią, ale taka jest prawda - problem uchodźców w Calais jest cały czas tak samo aktualny. Gdy chcieliśmy zatankować na stacji, kierowca nie zdążył nawet wyjść z busa, bo w naszą stronę ruszyła grupa syryjczyków, chcąca nielegalnie wbić się na busa. Byli na każdym rogu każdej "ciemniejszej" ulicy. Na promie policja dokładnie sprawdzała każdy pojazd. Kiedy mój Narzeczony jeszcze pracował jako kierowca międzynarodowy 3 takich "osobników" zdążyło mu się już wbić na pakę i podrzeć całą "płachtę", kiedy pogonił ich z gazem pieprzowym... Tak, to cały czas palący problem. Nie ukrywam, było to przerażające. 

Ostatecznie wszystko się udało, a im dalej od tych wydarzeń, tym bardziej cieszę się, że mam już to za sobą. Kolejne trudne doświadczenie do kolekcji. Nie życzę podobnych przeżyć nikomu, bo wiem jak bardzo boli uczucie bezradności. Aktualnie Vincent zadomowił się już w nowym mieszkaniu i bardzo podobają mu się brytyjskie wykładziny na całej podłodze (taki drapak wersja unlimited!), a ja zachwycam się ich budownictwem i niesamowitymi widokami. Chcę przygotować dla Was całą serię o wyjeździe - po co dlaczego, gdzie i czemu tam. Mam nadzieję, że będzie to dla Was interesujące. Kto wie, może rozruszam też kanał na YouTube, gdzie będę kręcić vlogi :) Dajcie znać, czy macie na nie ochotę!


Na busa złożyłam skargę i prośbę o częściowy zwrot pieniędzy. Trzymajcie kciuki, żeby przyniosło to jakikolwiek pozytywny skutek! Mieliście podobne przygody? 


Ściskam!


Podobne wpisy z tej kategorii

38 komentarze

  1. Ogromnie współczuję takich przeżyć! Całe szczęście, że wszystko dobrze się skończyło. Napisz koniecznie, co będziesz tam porabiać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie to żyć :D Ale dam znać w którymś z kolejnych postów :)

      Usuń
  2. Przejdą Ci zachwyty nad angielskim budownictwem po pierwszej zimie ;)
    Cieszę się, że się wszystko dobrze skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, całe szczęście że wszystko dobrze się skończyło. Naprawdę współczuję Ci, tak nieprzyjemnej przygody. Sama mam zamiar wyemigrować do Anglii po skończeniu studiów, więc cała ta sprawa bardzo mnie dotknęła. Z jakiej firmy przewozowej korzystałaś? Nie chciałabym się na nich natknąć, a przez wzgląd na to że miałabym jednak trochę bagażu to też zastanawiam się nad autokarem, a wolę uniknąć takich niewychowanych Sebiksów -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No autokary też są i wydaje mi się, że są lepszym rozwiązaniem niż busy, bo jednak przewożą na raz więcej osób... Prima bus, prawie jak prima aprilis :)

      Usuń
  4. Ojej, współczuję takiej przygody. Znając siebie, poryczałabym się, gdyby coś takiego mi się przydarzyło, bo zawsze reaguje tak w tych bardzo mocno stresujących sytuacjach. A wpisy na temat wyjazdu chętnie poczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam, ryczałam jak bóbr, ale trzeba było się ogarnąć :)

      Usuń
  5. O Boże, aż mi dreszcze przechodziły, co Ty musiałaś przeżyć z tymi zwierzakami! Dzięki za ostrzeżenie, na razie nigdzie się nie wybieram, ale mam dwa koty i bez nich nigdzie się nie ruszę. Oby już więcej takich problemów nie było :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, też nie wyobrażam sobie zostawiać kota, on biedaczek też trochę się namęczył :c

      Usuń
  6. Tacy ludzie tylko żerują na innych, wstyd za kierowców! pomyłki się zdarzają mówię tu o braku pieczątki przez weterynarza, dobrze że to się udało tam załatwić

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki, żeby oddali ci kasę. Takie chamskie postepowanie powinno być karane :(
    współczuję Ci całej tej afery.
    Trzymaj się cieplutko.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co się nie odzywają, więc chyba będę musiała uderzać do UOKiK :) Ściskam!

      Usuń
  8. Ola, gdy opowiadałaś o tym na bieżąco, na stories, serce mi zamarło.. Ja nie wiem co bym zrobiła, a Ty musiałaś być mega silna i zmotywowana, aby w ogóle dotrwać i jakoś funkcjonować - mega Cię podziwiam! Dobrze, że chociaż teraz jesteś(/cie!) już w miejscu docelowym i jest wszystko w porządku. Czekam na wpisy czy też filmy - trzymajcie się i miejcie się dobrze w nowym miejscu ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, miałam ochotę się położyć na podłodze i płakać, ale nic by mi z tego nie przyszło :) Dzięki za słowa otuchy! ❤️

      Usuń
  9. O matko, podróż z "przygodami".
    Budownictwo angielskie jak tak inne od naszego, że poczatkowo tez mnie fascynowało. Szybko mi przeszło

    OdpowiedzUsuń
  10. Sporo przeszliście przez niekompetentnych ludzi :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No na pewno tak tego nie zostawię :)

      Usuń
  11. O jaa, nie dałabym rady z tym wszystkim, szacun!

    OdpowiedzUsuń
  12. Szczerze Ci współczuję, ile przeszłaś, jestem w szoku, nie dziwię się, że pojawiły się łzy. Dobrze, że wszystko się zakończyło pozytywnie i jesteś cała i kotek i narzeczony. Pomyślności w załatwieniu zwrotu pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co będę musiała walczyć silniejszymi środkami, bo właściciel firmy się próbuje wymigać :)

      Usuń
  13. Straszne te przygody, dobrze, że kotek szybko się z tego otrząsnął :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Współczuje Ci tego co przeżyłaś, Twój koteł to na pewno mocno przeżył. Widzę, że nie tylko ja miałam jakiś tydzień użerania się z debilami - mnie roz*urwił gls i obsługa HTC, już pomijam pracę. Mogłam się z Tobą zabrać, sebixy by skończyły chyba na cmentarzu, bałyby się do mnie podskoczyć czego nie radzę jak mam ciśnienie podniesione. Disco polo to mój osobisty koszmar, to powinno podlegać karze! Życzę Tobie aby udało się odzyskać pieniądze, jak nie to daj znać - pójdę z buta i ich za jaja na płocie powieszę w ramach sportu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! :D Też uważam, że disco polo powinno być w ogóle zakazane do publicznego puszczania xD Chyba będę musiała skorzystać z Twojej pomocy :D

      Usuń
  15. Ja emigrowałam z Polski za ocean z dwoma kotami. Dwa samoloty, przesiadka 4-godzinna i łącznie jakieś 18 godzin w podróży. Bałam się strasznie całego procesu, przygotowania trwały ponad 3 miesiące. Kilka szczepień, kwarantanna, papiery, obroże uspokajające, poszukiwania odpowiednich wymiarów transporterów, rezerwowanie miejsc dla kotów w samolocie i przyzwyczajanie kotów do smyczy. Wprawdzie Lufthansa narobiła kłopotów i zablokowała pieniądze na koncie za 6 biletów, bo ludzie na infolinii są tam bardzo niekompetentni, ale to był jedyny bardzo poważny problem. Mimo moich obaw i problemów z rezerwacją wszystko się udało, koty dobrze zniosły podróż dzięki kocykom, w które się schowały w transporterach, a ja razem z nimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki by udało Ci się odzyskać pieniądze. Dobrze, że całą sytuację masz już za sobą :)

      Usuń
    2. No ja miałam ziołowe tabsy uspokajające dla kota, ale kompletnie nic nie dały. Następnym razem pewnie spróbuję samolotu, bo nie chcę mieć już z tym busem nic wspólnego :)

      Usuń
  16. Cieszę się, że jesteście już razem, cali i zdrowi :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Matko! Ola ile musiałaś przejść!?Masakra jakaś. Nawet nie mogę sobie wyobrazić że takie rzeczy naprawdę się dzieją. Współczuję bardzo i cieszę się że jesteś już bezpieczna na miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszałam się, że niektórzy mają znacznie gorzej :D Dzięki :)

      Usuń
  18. Koszmarna sytuacja:/ Dobrze, że ostatecznie wszystko dobrze się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) No nikomu nie życzę!

      Usuń
  19. Przeczytałam z zapartym tchem i... zamurowało mnie. Ogromnie współczuję. I cieszę się, że wszystko skończyło się pozytywnie. Powodzenia życzę!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.