Pielęgnacyjne zauroczenia 2017 roku

Hej!

Komercyjne święto zachęcające do okazywania miłości, które dziś obchodzimy zainspirowało mnie do stworzenia wyjątkowego podsumowania. Wiem, że to styczeń był miesiącem wysypu "ulubieńców roku", ale ja właśnie w walentynki chcę opowiedzieć Wam o moich najlepszych z najlepszych, o kosmetykach, które totalnie mnie zauroczyły w ubiegłym roku. Kto wie, może trafi Was dziś strzała kosmetycznego amora? Z góry przepraszam Wasze portfele, ale towarzystwo, o którym przeczytacie na dole to naprawdę elitarna grupa. Dziś zajmiemy się pielęgnacją ciała i twarzy, a w następnej części pojawi się makijaż i zapachy. Panie i Panowie, przed Wami kosmetyki, które w 2017 roku zdobyły moje kosmetyczne serce. 






Przez 2017 rok przewinęło się u mnie mnóstwo kosmetyków pielęgnacyjnych do ciała. Większość z nich była poprawna i działała tak, jak powinna, ale kilka z nich zrobiło na mnie tak dobre wrażenie, że chętnie wracam do nich ponownie. W tej kategorii wyróżniam 3 produkty, które zasługują na szczególną uwagę: 

1. ORGANIC SHOP Peelingi cukrowe

Tanie, skuteczne i z dobrymi składami - w zasadzie tylko tyle powinnam napisać. Peelingi uwielbiam ze względu na ich konsystencję, to prawdziwe "zdzieraki" z grubymi kryształkami cukru. Dodatek masła shea pozostawia skórę gładką i nawilżoną. Estońska marka Organic Shop jest już dostępna w wielu sklepach i aptekach, ostatnio można ją kupić nawet w Biedronce. Zdobyła mnie swoimi zapachami, które są naprawę "smakowite". Jeśli jeszcze nie próbowaliście, to czas to zmienić :) 

2. EVREE Max Repair krem do rąk

Nigdy nie podejrzewałam, że w kosmetycznym podsumowaniu roku znajdzie się miejsce dla kremu do rąk. Ale skoro spotkałam krem wyjątkowy, to muszę go wyróżnić. Z czerwonej linii Evree do rąk używałam już serum, które sprawdzało się bez zarzutów. Regenerujący krem okazał się być dla mnie jeszcze lepszy i przyznaję, że pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo szybko się wchłania, ale nie zmniejsza to jego nawilżających właściwości. Pozostawia dłonie aksamitnie gładkie i pięknie pachnące, a przede wszystkim przynosi ulgę w przesuszeniach. To kolejny kosmetyk za dosłownie kilka złotych, więc próbując go niewiele stracicie, a możecie, tak jak ja, zyskać ulubieńca.

3. RESIBO Specjalistyczny balsam wyszczuplający 

Jeśli spodziewacie się super wyszczuplenia po jakimkolwiek kosmetyku, to tak, jakbyście wierzyli w smoki, elfy i dobre wróżki. Nie używałam jednak balsamu pod kątem wyszczuplenia, a zależało mi na nawilżeniu i wygładzeniu skóry. Używałam już pierwszego balsamu do ciała Resibo, ale tą specjalistyczną wersję polubiłam wyjątkowo. Bardzo dobry, naturalny skład, brak tłustego filmu na skórze i rzeczywiste wygładzenie zdecydowanie zdobyły moje... ciało. Choć nie jest to najtańszy balsam do ciała, to jest to mój aktualny ideał. I wbrew pozorom jest też całkiem wydajny.

/ o pielęgnacji włosów powstanie osobny post, ponieważ chciałabym temu tematowi poświęcić więcej czasu i literek / 





Muszę przyznać, że w ubiegłym roku odnalazłam całkiem sporo perełek w kwestii pielęgnacji cery. Kilka z nich to produkty, których zużyłam już kilka opakowań, co dla mnie osobiście jest sukcesem. Skoro wracam do czegoś ponownie to znaczy, że naprawdę nie znalazłam lepszego zastępcy na jego miejsce. Co ciekawe większość mojego zestawienia to produkty naturalne, więc po raz kolejny potwierdza się to, że skład ma najważniejsze znaczenie. Oto siedmiu wspaniałych:

1. BENTON Aloe Propolis Soothing Gel

To mój idealny aloesowy żel, którego najczęściej używam zamiast serum do twarzy. Ma naturalny skład, jak wszystkie produkty tej marki, co z pewnością wyróżnia go na tle innych, bardziej popularnych aloesowych żeli. Świetnie nawilża i rzeczywiście łagodzi cerę, choć jest żelem uniwersalnym i można używa go tak naprawdę do wszystkiego. O produktach Benton pisałam już TUTAJ, więc odsyłam Was do zapoznania się z nimi. Obok żelu powinien pojawić się tu również tonik z kwasami BHA z tej samej serii, którego zużyłam dwa opakowania (i lepszego od niego nie znam), ale póki co zużywam moje aktualne zapasy w tej kwestii. Niemniej jednak na niego też koniecznie zwróćcie uwagę.

2. BENTON Fermentation Eye Cream

Muszę przyznać, że marka Benton rzeczywiście królowała w mojej pielęgnacji. Nie bez powodu, ponieważ ich produkty naprawdę świetnie się u mnie sprawdzają. Z "czarnej" serii świetnie spisała się już u mnie esencja, więc spodziewałam się od kremu równego poziomu zadowolenia. Tak też się stało. Krem jest treściwy, ma "jedwabistą" konsystencję, wygładza skórę pod oczami i dba o jej nawilżenie. Nie jest ciężki i tłusty, świetnie nadaje się pod makijaż. Mam wrażenie, że działa też odrobinę liftingująco, bo "podnosi" moje wielkie worki pod oczami. I można stosować go również na całą twarz, jako maska całonocna :) 


3. COSNATURE Detox Nacht-creme

Cosnature to naturalna marka, która zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. O kremie na noc z zieloną herbatą pisałam już dokładnie TUTAJ, więc odsyłam Was do recenzji. Polubiłam go niesamowicie za nawilżenie i wygładzenie skóry, to, że rzeczywiście nie powstają w nocy żadne przykre niespodzianki, a cera po nocy jest wyraźnie promienista. Kolejny naturalny kosmetyk, który świetnie się u mnie sprawdza.

4. COSRX Aloe Soothing Sun Cream SPF 50+PA+++

W pielęgnacji cery nie może zabraknąć ochrony przeciwsłonecznej. Moją bezwarunkową miłością w tej kwestii jest aloesowy filtr Cosrx, którego aktualnie wykańczam już trzecie opakowanie. Jestem pewna, że nie powoduje zapchania porów, współgra bardzo dobrze w zasadzie z każdym podkładem. Dodatek aloesu działa nawilżająco i łagodząco, a ochrona przeciwsłoneczna jest bardzo wysoka. Nie zauważyłam też, aby bielił cerę, choć jestem biała z natury, więc mogę tego nie dostrzegać. Mój numer jeden!


5. CZARSZKA Regulujący balsam do mycia twarzy

Gdy Paulina wydała swoje balsamy myjące wiedziałam, że wersja regulująca będzie musiała wpaść w moje ręce. Choć niełatwo było ją zdobyć, to ostatecznie moje polowanie zakończyło się sukcesem i mogłam spróbować domowej receptury na własnej skórze. Jestem leniwa i nie lubię zmywać olejków czy balsamów myjących, ale efekt po tym balsamie jest tak genialny, że każdego wieczoru zwalczam swoje lenistwo. Zużyłam już jedno całe opakowanie i jak widzicie używam kolejnego. Dogłębne oczyszczenie, ale jednocześnie niesamowite właściwości pielęgnacyjne - skóra po myciu z użyciem balsamu jest po prostu mięciutka i gładka. O genialnym składzie chyba nie muszę mówić? Więcej przeczytacie TUTAJ. A etykieta jest naprawdę równo przyklejona... ;)

6. RESIBO Multifunkcyjny peeling do twarzy

Kolejny produkt tej naturalnej polskiej marki, który sprawdza się u mnie wyśmienicie. To połączenie peelingu enzymatycznego i mechanicznego, a formuła oparta jest na białej glince. Takie połączenie mini-drobinek ścierających i enzymów pozwala w skuteczny sposób pozbyć się martwego naskórka. Skóra jest oczyszczona, wygładzona i rozjaśniona już po pierwszym użyciu. Moim zdaniem to kolejny hit marki i warto się z nim zaprzyjaźnić. 


7. SWANICOCO Pore Care Tightening Glacier Cream

W 2017 roku znalazłam swój krem idealny! W kremie na dzień cenię sobie lekką konsystencję z jednocześnie dobrym nawilżeniem i wygładzeniem cery. Glacier Cream od Swanicoco ma wszystkie te cechy, a dodatkowo uwielbiam go za uczucie orzeźwienia zaraz po nałożeniu. To idealny produkt dla cery, która zmaga się z nadmiernym przetłuszczaniem. Cieszy mnie również, że świetnie sprawdza się pod podkład. Nie dziwię się więc, że aktualnie jest wyprzedany ;) 



SKIN79 

Bez dwóch zdań w 2017 roku na mojej twarzy najczęściej pojawiały się maseczki Skin79. Ich oferta jest tak różnorodna, że nietrudno znaleźć swoich ulubieńców. Podobają mi się nowe pomysły z obrazkami na płachcie, bąblowaniem czy nietypowymi formułami, tak jak w przypadku maseczki "membrany". Uwielbiam maski zwierzakowe, a przede wszystkim najnowszą For Mouse with Blemishes, która łączy oczyszczanie z łagodzeniem. Przepiękne maski z serii Venetian Carnival wyglądają ekstrawagancko i zapewniają przyjemne nawilżenie. A przede wszystkim na uwagę zasługuje Bubble Cleansing Mask, która bąbelkami zapewnia przyjemny masaż i pomaga nieźle oczyścić pory. Warto śledzić stronę oficjalnego dystrybutora, bo tam często pojawiają się ciekawe zestawy korzystne cenowo.

/ o maseczkach opartych na glince pojawi się również osobny wpis /



Znacie kosmetyki, które znalazły się w moich ulubieńcach roku? A może narobiłam Wam na coś ochoty? :) Do zobaczenia w kolejnej części!

PS. Dziękuję za tak miły odzew pod ostatnim postem. Wszystkie komentarze utwierdzają mnie w przekonaniu, że mam wspaniałych czytelników :) 

Ściskam!




Podobne wpisy z tej kategorii

16 komentarze

  1. Krem ze Swanicoco najbardziej mnie zainteresował, Resibo w tym roku obiecuje sobie, że w końcu wypróbuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Peelingi z Organic Shop uwielbiam ale najsłabsza chyba dla mnie była seria z czekoladą ;). Produkty Benton są na mojej liście do przetestowania :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam serum z tej serii Swanicoco i muszę przyznać, że to towar pierwsza klasa ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Pod Organic Shop mogłabym się podpisać rękami i nogami :P. Muszę się w końcu wziąć za szersze poznanie Resibo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam peeling Organic Shop w wersji mango i jestem zakochana ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Z Organic Shop nie polubiłam peelingu czekoladowego - zapach okropny :P Za to mango bardzo przypadło mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Krem Evree to i mój wielki ulubieniec! :) Peelingi Organic shop też miałam w tych mniejszych opakowaniach i większych - 450 ml i te 2 póki co lepiej się u mnie sprawdziły. Ale to tylko i wyłącznie kwestia zapachu, z tych mniejszych muszę spróbować innych wersji :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O, ja też polubiłam ten krem pod oczy Benton :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam tylko peeling Resibo, który także zdobył moje serce. Uwielbiam go! 😊

    OdpowiedzUsuń
  10. Peelingi Organic Shop i Krem Detox Cosnature znam i też bardzo lubię :) a na kilka kosmetyków narobiłaś mi ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam wszystkie koreańskie maseczki i narobiłaś mi ochoty na takie :)
    Pozdrawiam
    My blog

    OdpowiedzUsuń
  12. Ah, co za cudowne klimatyczne zdjęcia. Szczególnie to pierwsze! <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię tradycyjne, koreańskie maski. Zaciekawiłaś mnie balsamami do oczyszczania Czarszki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękne zdjęcia, poołowy produktów nie znam, ale to lepiej bo jest co odkrywać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie znam żadnego z tych produktów, ale te maseczki w płachcie chodzą za mną od daaawna. Muszę się w końcu na nie skusić ;)!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.