Nocny detoks i dzienna ochrona - kolejne spotkanie z Cosnature

Hej!

Witajcie po dłuższej przerwie - tęskniłam za pisaniem, choć nie mogłam się do niego zebrać. Mam nadzieję, że wrócimy z powrotem do poprzedniego rytmu, a posty będą się pojawiać 1-2 razy w tygodniu. Korzystając z chwili, zapraszam Was również na Instagram i Youtube, gdzie również pojawiają się treści niekoniecznie pokazywane na blogu. Koniec ogłoszeń, bo mam Wam do pokazania dwa fajne kosmetyki. Po udanym romansie z produktami do włosów marki Cosnature (KLIK) postanowiłam spróbować również dwóch pozycji, które bardzo mnie ciekawiły. Dzienna ochrona, nawilżenie i wyrównanie kolorytu z nocnym detoksem i "poprawianiem" stanu cery brzmią bardzo intrygująco, prawda? Dlatego pozwólcie, że przedstawię Wam te pozycje nieco bliżej. Może poznacie dziś swojego przyszłego partnera w pielęgnacji?



Naturalny nawilżający lekko koloryzujący krem z nagietkiem

To nawilżający produkt oparty na olejach: migdałowym, słonecznikowym, babassu i z organicznego nagietka. Taki zestaw składników ma zapewniać skórze odpowiednie nawilżenie i utrzymywanie tego nawilżenia w skórze. Oprócz tego olejki te mają działanie łagodzące, wygładzające, antybakteryjne i regenerujące. Dodatkowo w składzie znajduje się witamina E, która ma działanie antyoksydacyjne i hamujące procesy starzenia spowodowanego czynnikami zewnętrznymi (dym papierosowy, promienie UV, zanieczyszczenia powietrza). Krem przeznaczony jest dla każdego typu cery, aczkolwiek wydaje mi się, że cery tłuste i wyjątkowo problematyczne muszą podchodzić do niego z dystansem. Zawartość olejków może w końcu działać komedogennie. Krem już w nazwie ma słowo "koloryzujący" i rzeczywiście producent zapewnia o takich jego właściwościach. Ma delikatnie ujednolicać koloryt cery i zapewniać matowe wykończenie. Tubka 50 ml kosztuje ok. 27 zł i uważam, że to rewelacyjna cena jak za kosmetyk w pełni naturalny.


Muszę przyznać, że do tego kremu miałam kilka podejść. Po pierwszym użyciu wydał mi się ciężki i tłusty, bałam się, że będzie powodował u mnie zapchanie porów. Rzeczywiście, nawet jak widać na zdjęciu poniżej, jest tłuściutki i trzeba się napracować przy jego aplikacji. Wmasowanie, wklepywanie - trwa to trochę dłużej, niż przy innych produktach, ale dzięki temu może dobrze się wchłonąć i nie zostawia smug. Wiem, że jesteście ciekawi opinii na temat krycia, niestety muszę z przykrością stwierdzić, że krycie jest bardzo niskie. Krem nie zakryje przebarwień i niedoskonałości. Miałam wielką nadzieję, że będzie choć trochę przypominał pod tym względem azjatyckie kremy CC, ale niestety nie tym razem. Osoby z piękną cerą powinny być jednak zadowolone... choć z drugiej strony takim krycie nie jest potrzebne ;) 

Nagietkowy krem pachnie... i to intensywnie! Są to naturalne aromaty, ale wiem, że nie każdemu przypadną do gustu. Mi zapach kojarzy się z syropem na kaszel, trochę słodki, ale jednocześnie wyczuwalne są "ziółka". Krem podczas aplikacji traci swój kolor i dopasowuje się do cery. Po nałożeniu jest wyczuwalny na skórze, choć po kilku chwilach staje się zupełnie matowy, tak jak obiecał producent. Przyznaję też, że rzeczywiście przez cały dzień "noszenia" kremu czuję nawilżenie, a cera jest gładka, wręcz aksamitna w dotyku. Całkiem nieźle radzi sobie jako baza pod makijaż, choć nie będzie współgrał z każdym podkładem. Nie roluje się jednak, ani nie waży, po prostu dobrze stosować na niego podkład oparty na olejkach lub po prostu minerały. Ze względu na swoją konsystencję wydaje mi się, że to świetna propozycja na zimniejsze dni. Polubiłam się z nim, ale nie jest to najchętniej używany przeze mnie krem - wolę na dzień używać leciutkich konsystencji. Zaskoczył mnie jednak matowym wykończeniem przy tak tłusej formule. Dam mu szansę jeszcze zimą, być może wtedy stworzymy bardziej owocny "związek" :)
 


Naturalny krem DETOX na noc z zieloną herbatą 

Linia Detox, jak sama nazwa wskazuje ma oczyszczać i regenerować. Krem na noc jest mieszanką masła shea, oleju z pestek moreli i ekstraktów z cytryny, brokułów i aloesu oraz zielonej herbaty. Taka "sałatka" składnikowa jest prawdziwą odżywczą bombą. Ma wygładzać skórę, łagodzić, regenerować i dostarczać jej witamin i składników odżywczych. Zawartość olejków ma również działać przeciwstarzeniowo i antyoksydacyjnie. Masło shea nawilża i natłuszcza skórę, olej marula dostarcza jej witaminy C i E. Producent obiecuje przy regularnym stosowaniu poprawę struktury skóry oraz zmniejszenie niedoskonałości. Znów jest to produkt przeznaczony do każdego typu cery, ale tym razem powinny na niego uważać osoby z cerą wrażliwą (potrafi podrażnić). Ten krem kosztuje ok. 40 zł za tubkę o pojemności 50 ml i uważam, że to idealna cena. 


W związku z wysoką zawartością masła shea znów miałam pewnie obawy co do komedogenności kremu, ale w moim przypadku nie wydarzyło się nic złego. Tu znów mamy naturalny zapach, jednak jest bardzo świeży i odrobinę cytrynowy. Z pewnością spodoba się bardziej, niż nagietkowy "śmierdziuszek". Podobna kwestia jest jednak z jego aplikacją, znów musimy krem dokładnie rozmasować i wklepać, inaczej zostaną nam smugi (nawet w przypadku małej ilości).  Przez pierwszych kilka chwil jest mocno wyczuwalny na skórze i może się wydawać ciężki, ale trzeba dać mu po prostu parę chwil na wchłonięcie. Zostawia skórę matową, ale dość mocno wygładzoną. 

Romans z "panem Detoxem" szybko przerodził się w miłość. To krem na noc, jakiego szukałam! Cała magia dzieje się podczas słodkiego snu. Rano pozostaje cieszyć się naprawdę rozpromienioną, gładką cerą. Rozjaśnienie, wygładzenie, nawilżenie i brak problemów z nadmiarem sebum - to zauważyłam już po 2 tygodniach regularnego stosowania. Detox to regeneracja połączona z nawilżeniem i działaniem antybakteryjnym.  Z ręką na sercu piszę Wam - to jeden z najlepszych kremów, jakie miałam okazję stosować do tej pory. Na pewno sięgnę jeszcze po krem na dzień z tej samej serii, jestem ciekawa czy również mnie zachwyci. Jeżeli nie macie czasu / pieniędzy / ochoty na nakładanie serum, olejków, esencji itp. to równie silne działanie znajdziecie w tej niepozornej tubce. Spróbujcie, naprawdę warto!


Produkty Cosnature znajdziecie w aptekach i drogeriach Hebe!



Używaliście już kosmetyków Cosnature? Co o nich sądzicie? Zainteresowałam Was którąś z propozycji?

Ściskam,


Podobne wpisy z tej kategorii

26 komentarze

  1. Ten drugi krem pewnie lepiej by się u mnie sprawdził, ale dla swojej skóry wolę coś mocniejszego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie wersja z granatem by Ci bardziej przypadła do gustu :)

      Usuń
  2. Ciekawie sie zapowiada :D bedzie sie trzeba wybrac do Hebe :)
    Zapraszam również do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten z zieloną herbatą bardzo mnie zainteresował :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kusisz tą wersją Detox. Patrzyłam na nią ostatnio w Hebe, ale bałam się kupic, bo mało jest o tych kosmetykach opinii :c

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam jeszcze kosmetyków tej marki, ale dziś o mało co a nie poczyniłabym zakupów tych kosmetyków. Póki co jeszcze się powstrzymałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niepotrzebnie, można im zaufać :)

      Usuń
  6. Od jakiegoś czasu mnie bardzo ciekawią ich produkty.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z jednej strony wydaje mi się, że oba produkty byłyby dla mnie zbyt treściwe, ale z drugiej ten na noc mnie mocno zaciekawił. Skoro mówisz, że to najlepszy krem na noc, jaki miałaś, to naprawdę musi w nim być to "coś". Zapamiętam sobie ten produkt na przyszłość i w razie gdybym potrzebowała mocnego nawilżenia, chętnie po niego sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są treściwe, ale jakoś gubią tą swoją ciężkość po kilku chwilach, to jest dziwne akurat :) Spróbuj, może u Ciebie też się tak dobrze sprawdzi!

      Usuń
  8. miałam kilka kosmetyków tej marki i były bardzo dobre, aczkolwiek tych kremów jeszcze nie używałam

    OdpowiedzUsuń
  9. jestem bardzo ciekawa tej marki:-)!

    OdpowiedzUsuń
  10. nie miałam jeszcze nic tej marki, ale ten krem detox wydaje się warty uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wydaje mi się, że akurat te dwa produkty raczej by mi nie podpasowały :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam tego zielonego nocniaka i też go lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wersja z zieloną herbatą mnie zaciekawiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. nie znam tych produktów, ale bym chętnie przetetsowała i zobaczyła jakby się u mnie sprawdziły.
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  15. Na razie poznałam tylko ich odżywkę do włosów i niestety bez szału ;/

    OdpowiedzUsuń
  16. Cosnature nie polubiłam w ogóle. Aż się zrymowało:D No może po prostu nie trafiłam na odpowiednie dla siebie produkty...

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.