7 masek w płachcie na 7 potrzeb skóry! Leaders

Hej!

Na początku tego wpisu mam do Was pytanie. Kiedy nakładacie maskę w płachcie - wtedy, kiedy Wam się przypomni, czy kiedy Wasza skóra Was o to prosi? Jeśli umiecie prawidłowo odczytać jej potrzeby to gratulacje - oto połowa drogi do osiągnięcia szczęśliwej cery. Teraz trzeba tylko spełnić jej wszystkie zachcianki ;) Maski są najbardziej skoncentrowaną siłą, która w ciągu kilkunastu minut jest w stanie w widoczny i odczuwalny sposób poprawić kondycję skóry. Jak często wykonujecie maski? Te w płachcie towarzyszą mi kilka razy w tygodniu i stosuję je według potrzeb: nawilżenie, rozjaśnienie, oczyszczenie... Szukam różnych perełek wśród wielu firm i serii. A gdyby tak jedna marka stworzyła serię siedmiu tak samo genialnych masek, na 7 problemów skórnych? Brzmi zbyt idealnie? Poznajcie nowość, maski w płachcie Daily Wonders marki Leaders.



Leaders jest owocem współpracy koreańskich i szwajcarskich kosmetologów i dermatologów. Szwajcarska jakość i koreańska kreatywność stworzyły markę, która unika w swoich kosmetykach potencjalnie szkodliwych składników. W maskach nie znajdziemy parabenów, oleju mineralnego, barwników, a nawet produktów pochodzenia zwierzęcego. Każda z masek jest natomiast nasączona esencją bogatą w wiele ekstraktów roślinnych i substancji aktywnych działających pozytywnie na skórę. Maski produkowane są w Szwajcarii, a ich oficjalnym polskim dystrybutorem jest Kokosklep. Nie należą do najtańszych, ale często za jakość i świetny skład trzeba niestety zapłacić odrobinę więcej. Wszystkie maski cechuje świetna jakościowo płachta i mocne nasączenie esencją. A teraz pozwólcie, że bliżej przedstawię bohaterki dzisiejszego wpisu. Towarzyszyć będzie im Vincent, który jak widzicie - spał twardo jak kamień i nie miał ochoty zmieniać miejsca słodkiego snu  ;) 

Czas na relaks!

Maskę relaksującą powinnam robić w zasadzie każdego wieczoru. Po prostu po dniu spędzonym w pracy i na wykonywaniu różnych innych obowiązków wieczorny relaks z maseczką należy się każdemu. Relax, It's Zen Time! zaprasza do odpoczynku i chwili dla siebie razem z całą rodziną Daily Wonders. 20 minut z maską na twarzy ukoi, nawilży i zmiękczy zmęczoną skórę. Esencja tej, jak i wszystkich masek z tej serii oparta jest na ekstrakcie z rumianku, którego chyba nie muszę nikomu przedstawiać i zapewniać o jego łagodzących właściwościach. Towarzyszy mu wiele, muszę przyznać, że nietypowych wyciągów. Ekstrakty z portulaki, klonu srebrzystego czy arniki nie są składnikami najczęściej spotykanymi w kosmetykach. Mają właściwości odżywcze, przeciwzmarszczkowe i łagodzące - wszystko to, czego potrzebuje skóra do relaksu. Jakie są wrażenia z używania maski? Tak jak w przypadku każdej innej maski z tej serii, płachta jest genialnie i odpowiednio nasączona esencją. Nie jest ona klejąca, co dla mnie jest ogromną zaletą. Moja skóra powiedziała, że relaks zarówno w trakcie używania, jak już po zdjęciu maski był na najwyższym poziomie. Stała się miękka, gładka i wyciszona, a mi spało się bardzo dobrze ;) 



Ukojenie i powiew świeżości

Jako, że relaksu w życiu mamy mało to dwie kolejne maski będą również działały odprężająco. A breath of Fresh Air to maska, która ma regenerować skórę po całym dniu walki z niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi. Smog, dym papierosowy, promieniowanie UV i przebywanie w suchych pomieszczeniach przez większą część dnia dość mocno obciążają skórę. "Powiew świeżości" to maska odświeżająca, która zapewni skórze nawilżenie i zatrzyma je w niej na dłużej. Również łagodzi i wygładza, dodaje też skórze trochę blasku. Tej pozycji najchętniej używałabym codziennie. Podobnie jest z H2Oh my Gosh! czyli szybkim ratunkiem na odwodnienie i przesuszenie. Maska z ekstraktem z ogórka już w ciągu kilku chwil po nałożeniu przynosi wielką ulgę przesuszonej skórze. Genialnie nawilża i przyjemnie chłodzi, pozostawia na długi czas uczucie świeżości. To byli spece od łagodzenia i odświeżania, a teraz para od zadań specjalnych!



A Ty co robiłeś ostatniej nocy?

Ciężka, nieprzespana noc? Nieważne, czy przez całonocne imprezowanie, czy pracę, ale ważne, że skóra traci przez to swoją witalność. What happened last night? przychodzi z pomocą i regeneracją! U mnie sprawdziła się po nieprzespanej nocy spędzonej w podróży. Nie tylko przyniosła ulgę zmęczonej skórze, ale i dodała jej jędrności. Przy okazji oczywiście możecie liczyć na nawilżenie na najwyższym poziomie. Po użyciu masek z tej serii praktycznie nie nakładałam już żadnych kremów. Nawilżenie i komfort towarzyszy mi nawet po użyciu masek do cięższych problemów, takich jak np. niedoskonałości. Bye, Bye Impurities… to właśnie broń do walki z nieprzyjaciółmi naszej cery. U mnie niedoskonałości to codzienność - cera trądzikowa ma to do siebie, że albo mamy aktywne zmiany, albo są w trakcie gojenia, albo zostały po nich przebarwienia. Jest więc z czym walczyć. Dodatek oczaru wirginijskiego w esencji działa antybakteryjnie i tonizująco. Maska odświeża, reguluje sebum i zwęża pory. Zdecydowanie pomaga zwalczyć niedoskonałości, nie musiałam nakładać na noc kwasów - sama maska dobrze poradziła sobie ze zmniejszeniem wyprysków. Skład i działanie bardzo mnie do siebie przekonują!




Zerwij ze swoim martwym naskórkiem!

Ostatnie dwie maski również są od zadań specjalnych. Break Up With Your EX-Skin Cells to maska, która ma działanie peelingu enzymatycznego. Zostały w niej użyte owocowe ekstrakty znane ze swojego złuszczającego działania - z papai i ananasa. I rzeczywiście, cera jest jak po peelingu - wygładzona, rozjaśniona i odświeżona. W tym przypadku łączy się to z nawilżeniem, takim które tylko maski w płachcie mogą zapewnić. Ta złuszczająca propozycja stała się jedną z moich ulubionych z całej serii. Ostatnia maska również ma działanie kojące, ale bardziej intensywne, niż u poprzedniczek. Świetnie sprawdzi się dla ludzi narażonych na promienie słoneczne. Too much Fun in the Sun? przede wszystkim łagodzi skórę, działa nawilżająco i uspokajająco. Przypomina mi trochę w działaniu odświeżającą A breath of Fresh Air. To rewelacyjna i wręcz obowiązkowa pozycja do używania po opalaniu, ale i nie tylko. Po całodziennym szusowaniu po stoku w pełnym słońcu też okaże się być wielką ulgą :) 




Maski w zestawie (KLIK) lub pojedynczo kupicie w Kokosklep! (KLIK). Dajcie znać, która z nich ciekawi Was najbardziej!

Znacie już markę Leaders? A może macie w planach poznać? Jak podobają się Wam nazwy masek? :) 

Ściskam!



Podobne wpisy z tej kategorii

11 komentarze

  1. Pierwszy raz spotykam się z tą firmą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jaka słodka kicia! W dodatku ruda <3
    lubie maski w płachcie, są chyba najwygodniejsze w aplikacji :D

    zapraszam również do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie je, opisałem moje ulubione ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie mogłabym je przetestować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. moga sprawdzic sie dobrze:) cudowny kociak !:)

    OdpowiedzUsuń
  6. O, właśnie niedawno dostałam od koleżanki dwie maski tej marki, ale z jakichś innych serii :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Firmy nie znam. Kocurek cudowny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam maski w płachcie o tych jeszcze nie słyszałam

    OdpowiedzUsuń
  9. Maski może i fajne, ale uroczy rudzielec skradł Ci cały post ;) A tak serio. Uwielbiam maski w płachcie i również stosuję je kilka razy w tygodniu. Najczęsciej wybieram te nawilżające, gdyż moja skóra niestety lubi się przesuszać .

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.