3 naturalne i polskie kosmetyki, które stały się moimi hitami ♡

Hej!

Niedawno pokazałam Wam moją aktualną pielęgnację cery (KLIK), lecz zabrakło tam informacji o kilku produktach. Są one uzupełnieniem całości i świetnie razem współgrają. Choć moja pielęgnacja opiera się głównie na kosmetykach azjatyckich, to zawsze zwracam uwagę na składy. Lubię, kiedy kosmetyk jest połączeniem koreańskiej jakości z naturalnymi, ciekawymi składnikami. A jeśli mogę sięgnąć po kosmetyk, który czerpie z natury, wpisuje się w pielęgnację azjatycką i jeszcze jest polskiej produkcji to zdecydowanie wzrasta przyjemność z używania. Przedstawię Wam dziś 3 produkty do twarzy, które wpisują się w azjatycką pielęgnację. Są też naturalne i polskie, a co najważniejsze po prostu skuteczne.



Wyjątkowy balsam myjący

Kiedy spotykam na swojej drodze osoby robiące własne kosmetyki odrobinę im zazdroszczę. Choć robiłam kilka podejść do domowych kosmetyków to żadne nie skończyło się dobrze. Nie mam "alchemicznych" zdolności, tak to sobie tłumaczę. Gorzej, jeśli osoba, która ma swoje receptury bardzo je zachwala, a Ty ufasz jej opinii i ze wszystkich sił chcesz spróbować i przekonać się na własnej skórze co tak wychwala. Tak było w przypadku Czarszki, która jest jedną z najbardziej pozytywnych i energicznych osób w urodowej blogo/vlogosferze. Odkąd tylko Paulina ogłosiła, że będzie sprzedawać swoje balsamy myjące, które były zawsze jej przepisem numer jeden, wiedziałam, że muszę ich spróbować. Wiem, że niektórzy bili się jak lwice, ale ja nie miałam problemu z zakupem wersji, której byłam najbardziej ciekawa. Regulujący balsam do mycia twarzy jest recepturą stworzoną dla cer problematycznych, tłustych i zanieczyszczonych. Zawiera w sobie moc oczyszczająco - łagodzących olejków, takich jak olej laurowy, olej tamanu, czy olejek z czarnuszki. Oczywiście nie mogło również zabraknąć olejku z drzewa herbacianego i eukaliptusa, które są mocno wyczuwalne zaraz po odkręceniu słoiczka.


Tak, zapach jest ziołowy, ale w sumie tego się spodziewałam. Od razu wiedziałam, że właśnie na niego będę polować, ponieważ mój typ cery idealnie wpisuje się właśnie w te kryteria. Balsam przetrwał upały, ale w trakcie ich się roztopił, a po zastygnięciu stworzyły się grudki. Nie przeszkadza mi to jednak w używaniu, grudki się rozpuszczają. Konsystencja produktu jest i była bardzo miła, kremowa, bardzo dobrze się rozprowadza na twarzy i przy okazji demakijażu można wykonać masaż. Balsam oczywiście rozpuszcza się w olejek, który nie zawiera emulgatora, więc nie spłucze się w kontakcie z wodą. W tej kwestii nie jest to dla mnie wada, choć zazwyczaj szukam olejków z emulgatorem. W takim naturalnym balsamie, który jest ręcznie tworzony nawet nie nastawiałam się na łatwe spłukiwanie. Tak czy siak wykonuję przecież dwuetapowe oczyszczanie. Zazwyczaj zmywam olej dużym, mokrym płatkiem kosmetycznym. Balsam dobrze rozpuszcza makijaż i oczyszcza cerę, jednocześnie pozostawia skórę bardzo miękką i gładką w dotyku. Nawet po użyciu jakiejkolwiek pianki czuć różnicę w miękkości cery - nie wiem czym jest to spowodowane, ale lubię to uczucie! Uwielbiam go używać po całym dniu/wieczorze z ciężkim makijażem, bo zapewnia mi to poczucie naprawdę dobrze oczyszczonej cery. Czy warto na niego polować i czekać? Moim zdaniem zdecydowanie warto, Czarszka stanęła na wysokości zadania i stworzyła (i nadal tworzy) naprawdę udane produkty.


Nietypowa formuła peelingu

W ostatnich miesiącach nie używałam peelingów zbyt często. Jeden zabieg peelingiem w tygodniu był dla mnie optymalny. Przy używaniu specjalnych wacików z peelingiem (KLIK) i głębokim oczyszczaniu, dodatkowe złuszczanie nie było mi za bardzo potrzebne. Używałam wcześniej peelingu enzymatycznego, ale czułam pewien niedosyt. Trafiłam na jeden z najnowszych produktów Resibo, czyli połączenie peelingu enzymatycznego i mechanicznego. Multifunkcyjny peeling zawiera ekstrakt z papai, białą glinkę, olejki oraz wygładzająco - napinający składnik o nazwie Perfection Peptide P3. Resibo twierdzi, że to produkt dla każdego typu cery. Ma wygładzać i poprawiać koloryt cery. Jednocześnie odpowiedzialny jest za złuszczenie martwego naskórka i oczyszczenie porów, ale ma również dbać o odpowiednie nawilżenie. 


Peeling ma kremową konsystencję i przy rozsmarowywaniu dopiero zaczynają być wyczuwalne w nim drobiny peelingujące. Są bardzo, bardzo drobne, przypominają mi trochę korund. Myślę, że mogą podrażnić wrażliwą cerę, więc mimo wszystko trzeba na niego uważać. Jeżeli chodzi o samą aplikację to najpierw nakładamy produkt na twarz, trzymamy go 10-15 min, a następnie wykonujemy masaż okrężnymi ruchami przez 2-3 minuty. Takie połączenie dwóch rodzajów peelingu sprawia, że jest on bardzo skuteczny i rzeczywiście głęboko oczyszczający. Po zabiegu cera jest gładka i mięciutka w dotyku, wyraźnie bardziej napięta i odrobinę uspokojona, jeżeli chodzi o aktywne niedoskonałości. Spotkałam się jednak z opinią, że cera może być po nim zaczerwieniona. W zasadzie nie dziwi mnie to, bo drobinki ścierające są naprawdę ostre. Polecam po prostu użycie uspokajającej, łagodzącej maski po zastosowaniu peelingu. Ja bardzo go polubiłam i sądzę, że warto go spróbować. Najlepiej zastosować go przed większym wyjściem - następnego dnia podkład będzie wyglądał ładniej :) 



Esencja jako maska całonocna

Ostatni produkt nawiązuje mocniej do Azji, ponieważ polska Orientana czerpie inspirację właśnie w składnikach uwielbianych przez Azjatów. Ostatnie nowości marki idealnie wpisują się w koreańską pielęgnację. Już olejek do demakijażu i pianka do mycia twarzy okazały się być świetnym zestawem, a całkiem niedawno pojawiły się kolejne kosmetyczne ciekawostki. Odkąd tylko dowiedziałam się o połączeniu esencji z maską całonocną wiedziałam, że to musi być dobra opcja. Bio-esencja jest dostępna w 4 różnych wersjach przeznaczonych dla różnych typów cery i różnych problemów skórnych. Ja sięgnęłam po wersję z algami filipińskimi, które mają zapewnić odpowiednie nawilżenie, jednocześnie pomagając łagodzić stany zapalne i kontrolować sebum. Żelowa baza masek całonocnych Orientany stworzona jest na roślinie konjac, która jest odpowiedzialna za nawilżenie cery.


Maska-esencja ma konsystencję jak przystało na typową esencję. Żelowa, przezroczysta i bardzo lekka. Ma bardzo przyjemny zapach, odrobinę męski, a jednocześnie pudrowy. Wchłania się bardzo szybko, ale nie polecam nakładania grubej warstwy, bo się zroluje na twarzy. Na skórze tworzy się jakby napięta, gładka warstwa, która nie jest absolutnie tłusta. Nie spotkałam się z czymś takim wcześniej, ale mam wrażenie, że to taka "kołderka", dzięki której składniki aktywne mają czas na wchłonięcie się przez noc. Maski używam zaraz po wieczornym oczyszczaniu i na nią nie nakładam już nic więcej. Rano cera jest przede wszystkim bardzo dobrze nawilżona. Sebum jest uspokojone, skóra się nie świeci. Stany zapalne są załagodzone i mniejsze, niż wieczorem, przed nałożeniem maski. W połączeniu z jakimś punktowym żelem typowo na wypryski potrafi dać świetny efekt. Stosuję ją ok. 2 razy w tygodniu, choć producent w zasadzie nie wspomina jak często jej stosować. Uważam, że to ciekawe urozmaicenie pielęgnacji, sprawdźcie też inne wersje (najbardziej ciekawi mnie ta ze ślimakiem!).




Znacie któryś z tych 3 produktów? Co sądzicie o domowych kosmetykach? Jaki jest Wasz ulubiony typ peelingu? Ciekawi Was esencja-maska?



Ściskam!

Podobne wpisy z tej kategorii

25 komentarze

  1. Nie miałam okazji jeszcze używać żandego z tych kosmetyków, ale resibo mam na swojej wish liście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Peeling najbardziej mnie ciekawi i chciałabym go poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie znam żadnego, ale wydają się warte uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam żadnego z Twoich ulubieńców, ale bardzo zaintrygował mnie balsam do mycia od Czarszki i maska- esencja, którą strasznie kusisz:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie muszę u Czarszki zrobić zakupy ;) Bo zgrzeszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie słyszałam tylko o balsamie Czarszki i bardzo chcę go kiedyś spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dosyć często sięgam po polskie marki choć powoli przekonuje się też do tych azjatyckich;) balsam czarszki mnie ciekawi;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam właśnie, że sięgasz też chętnie po azjatyki :) I dobrze!

      Usuń
  8. Nie znam żadnego z tych produktów :) Balsam Czarszki dla mnie to również nowość :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Peeling z Resobo bardzo mnie ciekawi. Chętnie bym go wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  10. miałam balsam Resibo i teraz mam ochotę na peeling :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię Czaraszkę i z chęcią sięgnę po jej kosmetyki. Jakoś do tej pory o tym nie pomyślałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt było ciężko, bo dziewczyna siedzi i kręci te balsamy, bo sama nie spodziewała się aż takiego zainteresowania :)

      Usuń
  12. Balsam Czarszki muszę mieć :D

    OdpowiedzUsuń
  13. nie znam zadnego z nich, jednak zapowiadaja sie fajnie :) trzeba wspierac polski rynek :):)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Z tym zaczerwienieniem to mogło chodzić o mnie :D Wiesz, tu nawet nie chodzi o drobinki, bo używałam korundu, lubię też peelingi mechaniczne i to nie jest ten rodzaj lekkiego zaróżowienia po masażu drobinkami. Ja po prostu mam ognistoczerwonego buraka w niektórych partiach twarzy, tak jakby działało na mnie coś ze składników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, to tak jak ja miałam z tym nieszczęsnym tonikiem...

      Usuń
  15. Zupełnie nie znam tych marek, ale ciekawi mnie ta esencja :). Jeśli chodzi o peelingi to kiedyś byłam fanką tych mechanicznych, ale powoli się przestawiam na enzymatyczne :D.

    OdpowiedzUsuń
  16. Na temat Resibo same przychylne opinie czytałam i każdy się kremem pod oczy zachwyca :) Ciekawi mnie ta esencja, maska na noc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krem pod oczy miałam i też go bardzo lubiłam :) W zasadzie z Resibo nie sprawdziły mi się tylko tonik i olejek do demakijażu :P

      Usuń
  17. Żadnego jeszcze nie znam, ale wszystkie mnie interesują :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam dwa pozostałe balsamy Czarszki, na razie używam Aksamitnego i jest cudny! Pachnie cytrusami, a wszystko, co napisałaś o oczyszczeniu i gładkości skóry po zabiegu, to prawda. Rozważałam zielony słoik, ale zrezygnowałam, bo nie lubię zapachu olejku herbacianego, szczególnie w kombinacji z eukaliptusem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zamówiłam tą esencję i jestem bardzo bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.