Jak przetrwać upał? Moje kosmetyczne sposoby na gorące dni! ♡

Hej!

Wracam do Was po małej przerwie, mam nadzieję, że się cieszycie :) Mamy już za sobą ponad połowę wakacji i mnie osobiście to szczerze mówiąc cieszy. Nie lubię upałów, dla mnie idealna temperatura to max. 20 stopni. Ale żeby nie marudzić, trzeba choć trochę próbować czerpać radość z gorących dni. I je przetrwać. A w przetrwaniu pomagają picie wody, luźne ubrania i kilka kosmetyków, o których dziś Wam opowiem. Orzeźwiające, chłodzące i soczyste - wprost idealne na upały! Jestem ciekawa, z których sposobów sami korzystacie. Koniecznie dajcie znać w komentarzu!




Orzeźwienie w mgiełce

Mgiełki do twarzy są moim numerem jeden tego lata. Jedna czeka w lodówce, jedną mam na biurku, kolejna jest ze mną zawsze w torebce. Niestety mam to do siebie, że zawsze najmocniej pocę się na twarzy i to tam najbardziej odczuwam skutki upałów. Orzeźwiające mgiełki zdejmują nadmiar sebum, jednocześnie nawilżają i dają bardzo przyjemne ukojenie. Jeden z moich ulubieńców to Benton Honest TT Mist. Jest już u mnie po raz trzeci, co świadczy tylko o tym, że naprawdę ją lubię. Naturalne składniki i wygodna forma tubki sprawiły, że pokochałam ją szczerze moim kosmetycznym sercem. Jedyny mały minus to brak zapachu, ale mi to akurat nie przeszkadza. Benton nie dodaje do swoich kosmetyków sztucznych zapachów, w przeciwieństwie do marki the Saem. Używam uroczej lemoniadki, czyli the Saem Mojito Water Mist Lime. Nazwa doskonale oddaje jej zapach - świeże mohito z soczystą limonką. To naprawdę orzeźwiający zapach, a sama mgiełka jest bardzo delikatna i przyjemna. No i wygląda ciekawie, prawda? Podobnie zresztą jak następna pozycja - Tony Moly Pocket Bunny. Kusiło mnie długi czas piękne opakowanie i w końcu wybrałam wersję dla mnie - Silky. Przeznaczona do cery tłustej, pomaga zebrać nadmiar sebum. Bardzo lubię używać jej po zrobieniu makijażu, pomaga ładnie scalić makijaż i "zdejmuje pudrowość". Najnowszym ulubieńcem w kwestii mgiełek jest propozycja od Whamisa, czyli naturalna mgiełka z liśćmi oliwki. Przepięknie i elegancko wygląda, ma cytrynowy zapach i odświeża, jednocześnie nawilżając. Mgiełki można z powodzeniem zastąpić również wodą termalną, ale wybierajcie te, których nie trzeba później wycierać.


Zamieniam kremy na żele

Latem zamieniam wszelkie ciężkie, kremowe i olejowe konsystencje na żele. Zarówno, jeśli chodzi o pielęgnację ciała, jak i twarzy. Jeżeli chodzi o twarz, to żele lubię przez cały rok, ale w pielęgnacji ciała wolę nie używać ciężkich maseł, kiedy już chwilę po kąpieli zaczynam się lepić. Tutaj z pomocą znów przychodzą azjatyckie żele łagodzące. Nie tylko aloes, Koreańczycy mają przeróżne opcje do wyboru. Ja upodobałam sobie szczególnie żel bambusowy The Saem. Nie dość, że ma świetne opakowanie (jak zwykle w przypadku azjatyków), to jeszcze działa genialnie. Oprócz łagodzenia i nawilżania pozostawia na skórze satynową warstwę. Równie dobrze sprawdzają mi się arbuzowy żel z Etude House i "góra lodowa" z The Saem. Arbuzowy zapach żelu z EH jest piękny i soczysty, lodowa góra również świetnie pachnie, a w dodatku nawilża. Można ich używać bez ograniczeń, a polecam szczególnie po opalaniu.

Perfumy chowam do szuflady

Choć jestem fanką pięknych, mocnych zapachów to w upały z wielką chęcią się z nimi rozstaję. Szczególnie w duszne i najbardziej upalne dni unikam wszystkiego, co pachnie zbyt mocno. Tutaj z pomocą przychodzą mi mgiełki zapachowe, a szczególnie dwie, o których wspomnieć muszę. Pierwsza z nich to Bath&Body Works o zapachu Sea Island Cotton. To mój ulubieniec miesiąca, który w letnie dni powrócił do łask. Zapach bawełny i świeżego prania jest naprawdę przyjemny i rześki. Podobnie jest w przypadku rewelacyjnej mgiełki H&M o zapachu arbuza. Nie jest to zbyt słodki i oblepiający arbuz, a idealnie świeży, zmrożony. Uwielbiam tą kuleczkę i używam jej w sumie najczęściej. Ciekawą opcją zarówno zapachową, jak i pielęgnacyjną jest ogromna aloesowa mgiełka It's Skin. Można jej używać do ciała i do twarzy. Ma pojemność aż 400 ml i starczy spokojnie na kilka miesięcy. Zapewnia przyjemne orzeźwienie i delikatnie nawilża - to świetny zakup.

 
Maseczki prosto z lodówki

Czy mówiłam Wam już, że jestem wielką miłośniczką masek w płachcie? Skoro to mamy już ustalone od jakiegoś roku, mogę przejść do mojej ich ulubionej letniej formy. Wystarczy, że na godzinę przed nałożeniem maseczki włożę ją do lodówki - chłodzący efekt jest spotęgowany do maksimum. Nie polecam osobom, które strasznie nie lubią zimna na twarzy. Ale dla wszystkich "gorących" dusz, którym zawsze ciepło, a w upały męczą się jeszcze bardziej będzie to rewelacyjne ukojenie.  W tej kwestii szczególnie polecam maski aloesowe, dają najlepsze ukojenie i przyjemnie nawilżają.


Makijaż w poduszeczce  

Kiedy za oknem mamy 35 stopni w cieniu makijaż jest ostatnią rzeczą, o której myślę. I tak po kilkudziesięciu minutach praktycznie wszystko spłynie mi z twarzy. Makijaż ograniczam więc do minimum. Moim największym problemem jest nierównomierny koloryt cery i pewnie niedoskonałości, zatem zależy mi na przykryciu tego, co "nie pasuje". Podkłady są jednak zdecydowanie zbyt ciężkie (ew. czasem używam minerałów). Moją ulubioną formą letniego makijażu twarzy jest cushion. Lekki krem BB w wygodnym opakowaniu zmieści się do każdej torebki. Można go poprawić kiedy tylko ma się na to ochotę. Dodatkowo zazwyczaj zawiera wysoki SPF, więc cały czas dbamy o ochronę przeciwsłoneczną. Moim ostatnim ulubieńcem w kwestii cushionów jest A`Pieu Wonder Tension, który zapewnia wysokie krycie i matowe wykończenie, a jednocześnie jest bardzo leciutki. No i wygląda pięknie, jak zresztą większość tych produktów :)


Nigdy nie zapominam o filtrach 

Muszę wspomnieć o tej kwestii, bo wiem, że nie każdy o niej pamięta. Ochrona przeciwsłoneczna to obowiązek przez cały rok, ale w ciągu najbardziej słonecznych dni naprawdę nie można o niej zapominać!  Pamiętajcie, że promienie UVA i UVB nie tylko doprowadzają do poparzenia skóry, ale również niszczą jej strukturę, przez co szybciej się starzeje i potrafią doprowadzić do bardzo poważnych chorób. Pamiętać należy również o szyi, dłoniach i wszelkich odkrytych miejscach (choć ubranie ponoć chroni tylko na poziomie SPF10). Rynek, szczególnie ten azjatycki, pełny jest różnych rodzajów filtrów, każdy więc znajdzie coś dla siebie. Ja bardzo lubię filtr Cosrx, który wzbogacony jest łagodzącym aloesem. Bardzo dobrze sprawdza mi się również żelowa konsystencja filtru Missha. Do ciała używam miodowego żelu Country&Stream. Nowością w kosmetyczce jest najnowszy filtr Benton, który zawiera ekstrakt z papai. Każdy znajdzie coś dla siebie! Pamiętajcie też o odpowiednio grubej warstwie - polecam podzielić aplikację filtru na 2x. Kiedy wchłonie się pierwsza warstwa kremu warto nałożyć drugą, równie grubą. Skóra odwdzięczy się Wam w przyszłości!


Które sposoby są Wam znane? Używacie mgiełek chłodzących? Nie zapominacie o filtrach?





Ściskam!
♡ ♡ ♡

Podobne wpisy z tej kategorii

20 komentarze

  1. Ja akurat lubię upały i nic mi nie przeszkadza, ale wszelkie kosmetyczne wspomagacze zawsze mile widziane;) Szczególnie zainteresował mnie żel arbuzowy:) Ma takie optymistyczne opakowanie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A myślałam, że tylko ja nie znoszę upałów - do temperatury 25 stopni czuję się jeszcze komfortowo, ale czym bardziej rośnie, to tym bardziej spada moje samopoczucie hahaha xD

    Ogólnie, najlepszym sposobem na upały jest dla mnie lekki podkład mineralny. Jest komfortowy i praktycznie niewyczuwalny, a także dobrze się sprawdza, więc jego stosowanie jest dla mnie przyjemnością :P

    Oczywiście maski w płachcie wyciągnięte z lodówki to must have - ostatnio eksperymentowałam i włożyłam do zamrażarki, ale nie polecam bo cała esencja w środku się ścięła i źle się rozkładało płachtę, no ale człowiek uczy się w końcu na błędach :D

    Co do perfum to nie mam mocnych zapachów i zawsze pryskam ubrania, a nie skórę dlatego nie zmieniam ich na mgiełki zapachowe, za którymi zresztą niespecjalnie przepadam :)

    Całusy! :*

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne propozycje. Nienawidzę temperatur powyżej 22-23 stopni, więc takie kosmetyki byłyby w sam raz dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bez filtrów to ja ani rusz:) Piękne zdjęcia Olu jak zwykle. Pozdrawiam i zapraszam do mnie:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobre porady! Ja nie rozstaję się z moją mgiełką z Nature Republic i psikam się co chwilę, zimne maseczki też dają radę. Po 3 latach życia w Chinach (35 stopni, 90% wilgotności) niby powinnam być przyzwyczajona do upałów, ale umieram. Góra lodowa jest tak piękna, kiedyś już ją prawie kupiła, ale powstrzymałam się w ostatnim momencie XD. Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny post :D Ja uwielbiam tą górę lodową the Saem i mgiełkę Benton, ale ciekawi mnie też ta Mohito i żel arbuzowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się włąsnie wodą termalną ratuję, bo nie mam żadnych mgiełek :P A maseczki z płachcie, są najlepsze na upały :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mgiełki, wody termalne i kremy z filtrem SPF to kosmetyki podczas upalnych dni.I oczywiście pudry mineralne...a maseczki prosto z lodówki - niestety nie dla mnie .Dal cery dojrzalej ze skłonnością do rosacea takie gwałtowne zmiany temperatury niewskazane....

    OdpowiedzUsuń
  9. Mgielki chlodzace sa świetne!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. W moim przypadku zdecydowanie na upał najlepiej sprawdzają się mgiełki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. swietny artykul, ja podczas upałow używam maseczek do twarzy od Flosleka, daja mi to uczucie chłodu i komfortu w upalne dni

    OdpowiedzUsuń
  12. Kilka produktów kojarzę, ale żadnego nie miałam. Ale ARBUZOWY żel?! Serce zabiło mi szybciej, uwielbiam wszystko co arbuzowe i melonowe, dla samego zapachu mogę kupić! Teraz mam absolutnie gigantyczne chciejstwo :D W Trójmieście niestety brak upałów, możemy się zamienić, bo ja do 20 st. marznę :D Ostatnio byłam na pokazach lotniczych w Gdyni i siedziałam w bluzie i kurtce... Generalnie z kurtką się nie rozstaję w sumie :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja uwielbiam upały, spokojni mogę się pokusić o stwierdzenie, że urodziłam się w złej szerokości geograficznej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Maseczki schłodzone w lodówce to u mnie tez podstawa :)

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie mgiełki są w ruchu cały czas, ale u Ciebie to dopiero widzę perełki ❤ ❤

    OdpowiedzUsuń
  16. Aż pokochałam upały bo deeszczu i zimną miałam już dość. ..a tu znów zimno:( Bardzo fajne propozycje kosmetyczne, lubię takie lekkie kosmetyki.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten żel arbuowy wygląda bardzo kusząco!

    OdpowiedzUsuń
  18. Dawno Cię tutaj nie było, już zdążyłam zatęsknić. Mam nadzieję, że przeprowadzka zakończyła się sukcesem :) Ogólnie jestem typowym zmarzluchem, ale upałów też nie znoszę. Latem również używam mgiełek (odświeżających i tych zapachowych). A żel aloesowy lubię cały rok (o arbuzowym też już słyszałam i żałuję, ze nie ma go w Polsce, bo uwielbiam zapach arbuza). Za to jestem ciekawa tego zapachu z H&M, chętnie bym go powąchała :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Też stawiam na lżejsze kosmetyki, zapachy, letni makijaż nie może być za ciężki. Kremy pod oczy, balsamy, maseczki co się da wyjmuje z lodówki :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Osobiście lubię upały, ale tylko w trakcie wyjazdów, nad basenem lub morzem...:D W życiu codziennym to niestety koszmar. Kosmetyki cudne, sama mam w planach zakup króliczka i góry lodowej <3 Pozdrawiam!
    Blonde Kitsune

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.