Naturalna pielęgnacja z Estonii i Rosji! Konopka's i Planeta Organica ♡

Hej!

Jakiś czas temu pokazywałam Wam zakupy ze sklepu Blisko Natury. Wybrałam tam mnóstwo naturalnych różności, które na bieżąco testuję. Dzisiaj wreszcie przyszedł czas na pierwszą recenzję. Na pierwszy ogień pójdą dwa produkty pochodzące ze wschodnich krajów, przeznaczone do pielęgnacji twarzy. Oprócz Banii Agafii nie było u mnie wiele kosmetyków rosyjskich, a tym bardziej nie miałam wcześniej do czynienia z kosmetykami z Estonii. Będzie dziś coś pod oczy oraz produkt do złuszczania. Jak się u mnie sprawdziły? Dowiecie się kilkanaście słów niżej :)



Bardzo lubię chłodzące żele i sztyfty pod oczy. Moje worki pod oczami są znacznych rozmiarów i zawsze staram się jakoś je ukryć. Do tej pory jednak używałam azjatyckich produktów z tej kategorii. Byłam bardzo ciekawa naturalnego żelu, którego formuła oparta jest na rumianku. Producent obiecuje, że żel będzie zmniejszał obrzęki oraz rozjaśniał cienie pod oczami. Ma działać również przeciw wiotczeniu skóry, poprawiać jej stan i odżywiać. Skład żelu obfituje w mnogość ekstraktów naturalnych, m.in. proteiny ryżowe i sojowe, hydrolat z mięty pieprzowej, olejek lawendowy czy ekstrakt z lilii wodnej. Żelowa formuła ma od pierwszych chwil po nałożeniu przynieść ulgę zmęczonej skórze pod oczami. Rumianek łagodzi podrażnienia oraz ma działanie ochronne. Produkt zamknięty jest w wygodnej tubce zakończonej "dzióbkiem", dzięki któremu ciężko będzie przesadzić z ilością żelu. 


Od razu po nałożeniu czuć delikatny ziołowo-rumiankowy zapach, który szybko się ulatnia. Rzeczywiście po nałożeniu od razu odczuwalny jest przyjemny chłodek, który uwielbiam - szczególnie rano. Polecam również trzymać tubkę w lodówce, wtedy efekt będzie jeszcze bardziej intensywny. Dość szybko się wchłania, ale zostawia delikatnie lepką warstwę, której bardzo brakowało mi przy wszystkich kremach, które stosowałam ostatnimi czasy. Żel można stosować zarówno rano, jak i wieczorem. Ja zazwyczaj aplikowałam go jednak na noc, ponieważ na dzień używam jeszcze kremu pod oczy Make Me Bio. Tutaj podoba mi się bardzo żelowa, lekka formuła. Mimo swej lekkości żel działa rewelacyjnie pod względem nawilżania i tutaj bije na głowę wszelkie koreańskie pandy i misie w sztyfcie. Nie wspomnę już o cenie - żel kosztuje zaledwie 13 zł! Muszę przyznać, że zwyczajnie mnie zaskoczył, bo absolutnie nie spodziewałam się po nim cudów. I może moje worki nie zniknęły, ale przynajmniej codziennie odczuwam niesamowity komfort w strefie pod oczami. Żel ma działanie podobne do bankietowych maseczek pod oczy, tyle, że nie trzeba czekać kilkunastu minut na efekty - te odczuwalne i widoczne są praktycznie od razu. Szalenie miłe zaskoczenie!



Zazwyczaj używam peelingów mechanicznych, ale postanowiłam do mojej pielęgnacji wprowadzić coś bardziej delikatnego. Peelingi enzymatyczne do tej pory kojarzyły mi się z delikatnym, żeby nie powiedzieć że praktycznie niewidocznym, efektem złuszczania. Zaryzykowałam i sięgnęłam po równie tani, co żel pod oczy, peeling enzymatyczny Planeta Organica. Jest to produkt oparty na ekstrakcie z papai i kwasach AHA, które naturalnie złuszczają naskórek. Peeling ma mieć działanie oczyszczające pory, regenerujące i odżywcze. Dzięki takiemu zabiegowi skóra ma oddychać i lepiej przyswajać odżywcze substancje. Peeling ma konsystencję lekkiego żelu, który również kryje w sobie całą gamę naturalnych ekstraktów: kwas cytrynowy, ekstrakt z jabłka, olej z nasion marchwii, makadamia i awokado oraz witaminy A i F. Naturalne enzymy złuszczające z papai wpływają na spłycenie zmarszczek i szybszą regenerację skóry. Trzeba pamiętać o tym, aby peelingu nie używać częściej, niż raz w tygodniu!


Produkt zamknięty jest w buteleczce z ciemnego szkła, zakończony higieniczną pompką. Takie rozwiązanie bardzo mi odpowiada. Żółtawy żel ma bardzo subtelny, dość kwaskowy zapaszek. Od razu po nałożeniu delikatnie szczypie, szczególnie w miejsca, gdzie pojawiły się jakiekolwiek niedoskonałości. Jest to do wytrzymania i nikt nie powinien się tym zrażać. Peelingu nie widać na twarzy, po jakimś czasie przestajemy też go czuć. Po zmyciu mamy nową skórę. Koniec recenzji. Żartuję, ale naprawdę tak jest! Skóra jest na tyle gładka, że nie mogę przestać się głaskać. Znikają wszelkie suche skórki, pory są wyraźnie zmniejszone, a przebarwienia wyraźnie bledną. Czyżby enzymatyczne peelingi działały lepiej, niż te mechaniczne? Najwyraźniej tak! A wiecie co jest najśmieszniejsze? To małe cudo kosztuje zaledwie 15 zł... Jestem w szoku, że za taką cenę można dostać tak dobry kosmetyk!


Mnie i mojej skórze bardzo pasuje połączenie pielęgnacji koreańskiej z naturalną. Zauważyłam, że jeśli uda mi się dobrać najlepszych z najlepszych z danej kategorii ceraz jest naprawdę w dobrej kondycji. Koreańskie sztyfty pod oczy nie sprawdzały się tak dobrze, jak niepozorny żel z Estonii. Do tej pory nie znalazłam też tak dobrego peelingu jak ten z Rosji. Dlatego tak lubię odkrywać nowości, mam wtedy wrażenie, że zdobyłam trofeum, którym mogę się dzielić z Wami - mając nadzieję, że być może komuś te produkty sprawdzą się tak dobrze, jak mnie. 

Znacie te produkty? Co o nich sądzicie? Używacie chłodzących produktów pod oczy? Jaki jest Wasz ulubiony peeling enzymatyczny?





 ♡ ♡ ♡

Podobne wpisy z tej kategorii

18 komentarze

  1. Bardzo ciekawy wpis. Najbardziej zainteresował mnie żel-peeling, muszę wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy wpis, zainteresował mnie ten peeling, tak jak koleżankę wyżej :)
    pozdrawiam, tysiatestuje.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie ten żel pod oczy nie robi nic:(

    OdpowiedzUsuń
  4. sklep blisko natury. ... zamawiałam kilka razy. tyle cudeniek, że aż ciężko się zdecydować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię to uczucie chłodu pod okiem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz słyszę o tych produktach :p
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę rozejrzeć się za tym żelem pod oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaintrygowałas mnie przede wszystkim żelem pod oczy, gdyz też mam takie problemy .....gdzie mozna to cudo kosmetyczne nabyć?

    OdpowiedzUsuń
  9. Czasami mam opuchnięte oczy mszę się zainteresować tym żelem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Planetę bardzo lubię mają świetne produkty, ale akurat tego żelu jeszcze nie miałam. Za to Konopkas tylko ze słyszenia, zawsze jak przeglądam ofertę Kaliny to mi migają, ale jakoś jeszcze się nie skusiłam. Generalnie jakoś tak z miłością patrzę w stronę kosmetyków zza wschodniej granicy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Z tej firmy miałam szampon, ale kompletnie nie moja bajka ;/

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie chłodzący produkt jest wtedy jak trzymam krem pod oczy w lodówce :)
    A tych nie miałam nigdy, ale ciekawią mnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oba kosmetyki są mi obce i nie miałam jeszcze z nimi kontaktu :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię chłodzące produkty do ciała, ale pod oczy jeszcze nie używałam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie miałam takich produktów, pod oczy używam kremu z Ziaji :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawy post ! Ciekawie się czyta , bardzo spodobał nam się twój sposób pisania na pewno będę tutaj zaglądać częściej


    Zapraszam do mnie
    http://aleksandraweronikaplaziak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Natychmiast dopisałam ten peeling do chciejlisty z najwyższym priorytetem :P Przetestowałam już kilka peelingów enzymatycznych, ale zwykle były bardzo słabe lub poprawne, nie ma zachwytu. Mechaniczne uwielbiam, ale z uwagi na stan cery nie zawsze mogę sobie pozwolić. Muszę mieć to cudo! Z Planeta Organica mam maskę głęboko oczyszczającą i jest super :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pierwszy raz widzę te kosmetyki, ale faktycznie bardzo ciekawy post !

    Pozdrawiam
    by_natalena

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.