Cudze chwalicie... czyli makijaż twarzy po polsku z Lirene ♡

Hej!

Jeśli śledzicie kosmetyczny świat z pewnością nie jest Wam obcy szał na amerykańskie kosmetyki do makijażu. Najbardziej zapalone miłośniczki potrafią w nocy czatować na swoje wymarzone produkty. W Polsce dostępnych jest obecnie cała masa kosmetycznych marek i coraz więcej ich się pojawia - można się zgubić. Sama mam obfite zbiory i co jakiś czas mocno je segreguję, zostawiając te najbardziej sprawdzone i najlepsze. Ostatnio moja Mama zapytała mnie (widząc kosmetyczkę pełną koreańskich i zagranicznych kosmetyków) "a co to, polskich dobrych kosmetyków nie ma?". No właśnie, zaczęłam się nad tym zastanawiać i po przejrzeniu zapasów zaczęłam testowanie. Wzięłam pod lupę markę Lirene, ponieważ mam wśród swoich zbiorów produkty do wykonania praktycznie całego makijażu twarzy. Czy znalazłam dobre, polskie kosmetyki do makijażu? Sprawdźmy to!





Nigdy nie byłam wielką miłośniczką baz pod makijaż. Kojarzyły mi się z silikonami, a co za tym idzie z wysypem zaskórników. Bazy są jednak wielkim ułatwieniem dla osób takich jak ja - z problematyczną cerą. Oprócz niedoskonałości moim problemem są widoczne, rozszerzone pory i przetłuszczająca się strefa T. Lirene ma w swojej ofercie 3 różne bazy pod makijaż, ja do swoich problemów wybrałam opcję No Pores, która ma zmniejszać widoczność porów i przedłużać trwałość makijażu. Dodatkowo cera ma zyskać na matowym wykończeniu

Wygodna, różowa tubka nie zajmuje wiele miejsca w kosmetyczce. Baza ma przyjemną, żelową konsystencję i przepiękny słodkawy zapach. Rozprowadza się ją bardzo szybko i bezproblemowo. Nie roluje się i nie zbiera, działa dobrze na każdym z kremów, na których ją testowałam. Skóra po użyciu bazy jest wyraźnie wygładzona i wręcz satynowa w dotyku. Pory są na tyle zmniejszone, że nałożony po bazie podkład wygląda znacznie lepiej, niż bez bazy. Nie jest to może efekt totalnego wypełnienia porów, ale to przecież byłoby nienaturalne. Co z trwałością? Cóż, wytrzymałość makijażu zależy od wielu czynników (pogoda, samopoczucie i aktywność w ciągu dnia), ale z całą śmiałością mogę powiedzieć, że z bazą nie "świeciłam" się podczas aktywnego dnia praktycznie w ogóle. To ogromny plus! Dodatkowo jestem szczęśliwa, ponieważ baza mnie nie zapycha, więc z czystym sumieniem mogę jej używać. Wydaje mi się, że za tą cenę ciężko będzie znaleźć lepszą bazę :)



Powiem szczerze, że do tej pory żaden z podkładów Lirene nie odpowiadał mi jakoś specjalnie. Szalenie ciężko było mi dobrać kolor, nie zawsze też odpowiadała mi formuła (np. jak w przypadku No Mask). Kiedy zobaczyłam propozycję Perfect Tone, czyli fluid dopasowujący się do koloru cery, pomyślałam, że to może być coś naprawdę ciekawego. Szansę zawsze warto dać. Wybrałam odcień 100 Ivory, który dla totalnych bledzioszków z pewnością będzie zbyt ciemny, ale bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie żółte tony. Podkład ma mieć świeże i naturalne wykończenie, dodawać blasku i jednocześnie ujednolicać koloryt. Formuła wzbogacona została o kwas hialuronowy, który ma zapobiegać utracie wilgoci w skórze.

Wygodna pompka i szklana buteleczka to zawsze dobre rozwiązanie dla podkładu. Ma dość wodnistą konsystencję, dzięki czemu świetnie aplikuje się za pomocą gąbeczki i pędzla, nie polecam natomiast palców. Kolor musiałam delikatnie rozjaśniać mixerem z NYX, bo o tej porze roku jeszcze bardziej przypominam ducha, ale używałam też podkładu na wieczorne wyjścia bez rozjaśniania, aby móc dokładnie przetestować jego właściwości. I cóż, muszę przyznać, że jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Podkład jest lekki, ale jednocześnie naprawdę dobrze kryje. Rzeczywiście dopasowuje się do cery, nie oksyduje i nie zmienia w żaden sposób swojego odcienia po wyschnięciu (co zresztą zobaczycie na jednym ze zdjęć poniżej). Delikatnie się świeci, ten efekt znany jest mi doskonale z koreańskich kremów BB. Po przypudrowaniu również wygląda ładnie - bardzo naturalnie. Nie czuć go na twarzy, dzięki czemu lubię stosować go na co dzień, do pracy czy na uczelnię.

 

Nie jest to podkład zastygający, zatem zdecydowanie polegam go przypudrować. Nie jest to tytan trwałości, ale też nie wymagam tego od niego. Producent nie obiecywał tutaj 24 h trwałości i nieskazitelnego matu. Zamiast tego mamy ujednolicony koloryt i bardzo komfortowe uczucie. Po całym dniu noszenia podkład potrafi wytrzeć się na nosie czy brodzie, ale mała poprawka wystarczy, aby cera znów wyglądała nieskazitelnie. Perfect Tone to naprawdę ciekawa pozycja, warto ją wypróbować. Myślę, że wiele z Was będzie z niego zadowolonych - sprawdzi się zarówno dla cer suchych, jak i mieszanych.

po lewej przygotowana cera z bazą / po prawej nałożony podkład


Posiadam wersję pudru Lirene w kamieniu i nie należę do jego największych fanek. Byłam ciekawa, czy wersja sypka będzie się różniła czymkolwiek od swojego brata. Mam odcień transparentny, który ma... delikatny różowy kolor. Nie jest to zatem standardowy transparentny puder, ale na całe szczęście nie nadaje on absolutnie koloru. W nazwie produktu widnieje słowo "mineralny" i tutaj rzeczywiście muszę pochwalić skład, który jest krótki i całkiem przyjemny. Wygodne jest opakowanie z dużym lusterkiem oraz miły w dotyku puszek. Opakowanie jak najbardziej zachęca, aby zabrać puder ze sobą do torebki. 

To nie jest typowy puder matujący. Można w nim zauważyć maleńkie, bardzo drobno zmielone drobinki, które delikatnie odbijają światło, dzięki czemu cera wygląda bardziej naturalnie i świeżo. Dokładnie tak, jak pisze producent. Daje on przyjemne, satynowe wykończenie, a nie tzw. "płaski mat". Mi osobiście efekt się podoba, ale to znów puder codzienny, który przy szczególnie tłustej cerze będzie wymagał poprawek w ciągu dnia. I choć nie zabiorę go na wesele, to bardzo chętnie sięgam po niego przy codziennym makijażu. Wersja sypka różni się od tej w kamieniu przede wszystkim tym, że lepiej matuje i drobinki rozświetlające są zdecydowanie mniejsze.




Nie często używam mgiełek fixujących, bo mam wrażenie, że absolutnie nie pomagają w zwiększeniu trwałości. Pozwalają one jednak na stopienie się ze sobą wszystkich warstw makijażu, dzięki czemu cera wygląda świeżo i promiennie. Odkąd pierwszy raz na Meet Beauty rok temu zobaczyłam mgiełkę Lirene tak cały czas gdzieś za mną "chodziła". Wiele osób ją polecało, w końcu postanowiłam spróbować. Mgiełka jest bez alkoholu, zatem nie będzie nieprzyjemnie wysuszać. W składzie znajduje się za to chociażby ekstrakt z listownicy cukrowej, który silnie nawilża i chroni skórę przed utratą wody. 

Wygodne i poręczne opakowanie bez problemu można spakować do kufra wizażysty czy po prostu do torebki. Mgiełki można używać nie tylko jako utrwalacz do makijażu, ale po prostu w celu odświeżenia i nawilżenia. Ściąga ona "pudrowość" w makijażu, szczególnie sprawdza się przy makijażu mineralnym. Można jej używać również jako baza pod podkład, jeśli krem daje nam za mało nawilżenia. Ma bardzo przyjemny zapach, co bez wątpienia umila aplikację. Bardzo podoba mi się to, że aplikator działa tak jak powinien - spryskuje produkt tak, że nie robi plam w makijażu. A trwałość? Cóż, scalony makijaż zawsze będzie bardziej trwały. Używam mgiełki zawsze przy mocniejszym makijażu i nigdy nie miałam problemów z trwałością. Zatem chyba działa tak, jak powinna.


Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona polskim makijażem twarzy. Polubiłam się z wszystkimi produktami, każdy z nich działa naprawdę dobrze. Oprócz tego, że się sprawdzają mają dwie ogromne zalety: są polskie i tanie. Nie zawsze trzeba szukać daleko, aby znaleźć dobre i zaufane produkty. Czasem dobre kosmetyki są na wyciągnięcie ręki, dostępne praktycznie w każdej drogerii. I choć Lirene nie dorobiło się jeszcze szerszej gamy produktów, to kto wie... może kiedyś pojawią się w ich ofercie inne kosmetyki do makijażu :) 


Znacie któryś z tych produktów? Co sądzicie o matującym pudrze z drobinkami? Używacie polskich kosmetyków do makijażu? Co polecacie? 




 ♡ ♡ ♡

Podobne wpisy z tej kategorii

35 komentarze

  1. Najbardziej zainteresowała mnie baza matujaca. U siebie miałam chyba tylko podkład z Lirene i był w miarę ok:)

    OdpowiedzUsuń
  2. brzmi bardzo fajnie :) nie miałam nic z tych kosmetyków, ale na prawdę jestem miło zaskoczona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że ja też :) Zawsze tak jakoś obojętnie przechodziłam obok tych kosmetyków...

      Usuń
  3. Nie znam żadnych z tych produktów, mam tylko kredkę do oczu, którą kiedyś dostałam, ale na razie tylko leży ;) Jakoś w pielęgnacji Lirene sprawdzało się u mnie średnio, więc kolorówka mnie nie kusi. Za to polubiłam się z mineralnym podkładem od AM i używam na zmianę z azjatyckimi BB ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam micele z Lirene, peelingi też są fajne :) A kolorówka naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Za to podkładu AM nie lubię :P

      Usuń
  4. Lubię ten podkład Perfect Tone, o dziwo najjaśniejszy odcień jest dobry dla mojej bladej twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam tym zaskoczona, bo jestem bledziochem :)

      Usuń
  5. Bazę miałam i polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam tych produktów, ale podkłady z chęcią bym wypróbowała na własnej skórze:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie :) Bardzo fajne krycie podkładu :) Firma znana i lubiana przeze mnie ,jednak z tych produktów nic nie posiadam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten podkład dość interesujący, muszę przyznać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja z Lirene się nie lubię, ale ta ich baza na rozszerzone pory jest mega ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sama staram się wybierać polskie produkty:)

    P.S. Świetne logo:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lirene od zawsze kojarzy mi sie bardziej z pielegnacja niz makijażem. Lubie polskie marki i takie tez staram sie wybierac. Koniecznie muszę spróbować kosmetyków lirene:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, głównie oferują pielęgnację :)

      Usuń
  12. Polskie kosmetyki wbrew niektórym pozorom są bardzo porządne, fajnie że wszyscy powoli się do nich przekonują :D Pasuje Ci ten podkład :)

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo lubię kosmetyki Lirene, również te do makijażu, najbardziej mam ochotę na bazy i fixer :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Od dawna łażę za mgiełką i ciągle nie ma :( Za to mam bazę i właśnie zabieram się za testy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty? :D U nas są dostępne :) Mogę Ci przesłać :P

      Usuń
  15. Baza matująca brzmi ciekawie :) Sama teraz testuję bazy z AA, a raczej póki co wzięłam się za jedną i jak na razie jestem z niej zadowolona, a kupiłam ją bardzo tanio :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tamte też mnie ciekawił :)

      Usuń
  16. Z Lirene mam tylko jeden produkt, jest to fluid w tubce, który swego czasu bardzo lubiłam i nosiłam na co dzień (był to w sumie jeden z pierwszych podkładów, jaki kupiłam). Z tych produktów, które pokazałaś zaciekawiła mnie baza (chociaż też raczej takich produktów nie używam) i mgiełka, o której wiele dobrego słyszałam. Na razie w celu odświeżenia stosuję mgiełkę z Ziaji, ale tę pewnie kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Miałam kiedyś fluid z Lirene i nie był taki zły :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety nie lubię produktów Lirene, na mojej twarzy sie nie sprawdziły. Jedynie toniki z apteki mają dobre :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Kilka lat temu namiętnie używałam podkładu Lirene City Matt, później zmieniłam na inny i od tamtej pory jakoś mi nie po drodze z tą marką. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Miło wspominam jeden podkład Lirene, więcej kolorówki nie miałam. Mimo pozytywnych opinii, chyba mnie do niej nie ciągnie :) Może tylko do mgiełki i takie ładnie wytłaczane rozświetlacze za mną chodzą ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Serię City Matt bardzo lubię!

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.