Naturalny makijaż oka z Lily Lolo: baza pod cienie i paleta cieni prasowanych ♡

Hej!

Jeśli nie jesteście u mnie dziś po raz pierwszy to pewnie wiecie, ze bardzo lubię mineralne kosmetyki do makijażu Lily Lolo. Pisałam już o nich niejednokrotnie i cenię je za połączenie świetnej jakości z bardzo dobrymi składami. Parę dobrych miesięcy temu opowiadałam Wam o paletce cieni do powiek, które może niekoniecznie zdobyły moje serce (KLIK). Kiedy dowiedziałam się jednak o nowych paletkach limitowanych postanowiłam dać im szansę. W końcu sypka wersja cieni bardzo mi się spodobała (KLIK), wierzyłam, że nowa wersja bardziej przypadnie mi do gustu. I jak się stało? Dowiecie się za parę chwil. Dodatkowo postanowiłam przy okazji wypróbować również naturalną bazę pod cienie i zobaczyć jak te dwa produkty ze sobą współgrają. I pozwólcie, że to od bazy dziś zacznę. 




Wyróżnia się od standardowych baz przede wszystkim tym, że ma dwa różne kolory (w jednym opakowaniu).  Różowa wersja bazy wyrównuje kolor powieki i "podkręca" nakładane cienie, natomiast żółta baza zakrywa cienie wokół oczu i przedłuża trwałość cieni. Można używać ich solo, można również mieszać je ze sobą, co robię najczęściej. W składzie znajduje się olejek jojoba i olejek arganowy, które nawilżają powieki i chronią je przed przesuszeniem. Aplikacja bazy jest bezproblemowa - robię to zawsze palcami, delikatnie wklepując. Jest tłuściutka i rozprowadza się ją na powiece jak masełko. Jeśli macie bardzo tłuste powieki należy szybko utrwalić bazę cieniem bazowym lub pudrem. Warto zapobiec zbieraniu się w kącikach.


Przy pierwszym użyciu obawiałam się, że baza okaże się bublem, bo nie poradziła sobie do końca ze swoim zadaniem. Prawdopodobnie użyłam po prostu za dużo bazy i cienie delikatnie zebrały mi się w załamaniu. Przy kolejnej aplikacji dobrze utrwaliłam bazę pudrem i ten problem już się nie pojawił. Przy każdej kolejnej aplikacji starałam się już odpowiednio przypudrować powiekę. Baza bardzo ładnie podbija kolor cieni, pozwala im się blendować i przede wszystkim, co najważniejsze, utrzymuje makijaż oczu przez cały dzień. Jej naturalny skład jest bezpieczny dla oczu, nawet tych wrażliwych. Nie wywołała u mnie żadnych negatywnych reakcji. Muszę przyznać, że baza bardzo dobrze się u mnie sprawdza i odłożyłam na bok wszelkie inne produkty. Podoba mi się zachowana równowaga pomiędzy naturalnym składem, a świetnym działaniem kosmetyku kolorowego.


To jedna z wersji limitowanych, która zauroczyła mnie swoimi odcieniami złota i brązów. Zdecydowanie dominują tu ciepłe odcienie, które będą podkreślać każdy kolor tęczówki. Paletka jest elegancka, jak to bywa w przypadku wszystkich produktów Lily Lolo, w środku ma duże lusterko. Jest niewielka, dzięki czemu będzie podróżnym ideałem. W składzie cieni znów znajdziemy nawilżające olejki oraz minerały, które z pewnością będą miały pozytywny wpływ na cienką i wrażliwą skórę powiek. Niewiele cieni do powiek może pochwalić się tak dobrymi składami. Jeśli jesteście fanami produktów naturalnych i nie znacie się jeszcze z kosmetykami Lily Lolo to musicie jak najszybciej ten błąd naprawić :)



po lewej cienie bez bazy, po prawej na bazie

W paletce znajdziemy 8 cieni:

Starry Eyed – połyskujący, srebrzysta biel
Ivory Tower – półmat, kość słoniowa

Gold Rush – połyskujący, jasne złoto
Ginger Nut – połyskujący, jasna miedź
Ivy League – połyskujący, złote khaki
Brassed Off – połyskujący, antyczny brąz
I Should Cocoa – mat, głęboki, czekoladowy brąz (na zdjęciu drugi od dołu)
Truffle Shuffle – półmat, fiołkowy brąz (na zdjęciu pierwszy od dołu)

Jak widzicie ich pigmentacja jest naprawdę nienaganna. Cienie użyte na bazie Lily Lolo są jeszcze bardziej soczyste i błyszczące. Nakłada się je jak masełko, bardzo dobrze się blendują i współpracują również z innymi cieniami. Bez problemu również można nałożyć na nie eyeliner. Największe błyskotki, jak Ginger Nut, najlepiej wyglądają nałożone palcem na środek powieki. Zawiodłam się jedynie na Ivy League, ponieważ gubi swoją zieleń podczas blendowania reszty odcieni. Reszcie jednak nie mam nic do zarzucenia. Tym razem paletka prasowanych cieni mnie nie zawiodła. 
 


Na górze przykładowy, dzienny makijaż. W kąciku mieszanka ciemnych brązów i zieleni, która wyraźnie się zgubiła. 

Cieszę się, że po raz kolejny mogę zaprezentować Wam naprawdę świetne jakościowo mineralne kosmetyki do makijażu. Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że Lily Lolo to klasa i jakość. Każdy kto raz spróbuje z pewnością się nie zawiedzie :) Koniecznie dajcie znać, czy te dwa produkty są Wam znane? A może macie swoich ulubieńców z marki Lily Lolo?

Bazę pod cienie kupicie tutaj, a paletki nie widzę na stronie oficjalnego dystrybutora, natomiast dostępna jest jeszcze chociażby tutaj.


 ♡ ♡ ♡
  

Podobne wpisy z tej kategorii

20 komentarze

  1. Kolory trochę nie moje ale pigmentacja świetna i jak ładnie się prezentują w makijazu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ich produkty są mi bliskie, jeszcze żaden mnie nie zawiódł, paletka piekne ma kolory ale baza nie dla mnie wolę takie z aplikatorem i bardziej płynne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, mi tam wsadzanie palucha nie przeszkadza :D

      Usuń
  3. Rewelacyjna pigmentacja, kolory paletki też super :) O bazie czytałam już dużo dobrego, myślę że kiedyś ją wypróbuję :) Lily Lolo ma wspaniałe kosmetyki, ja jestem wielbicielką ich róży i pędzla super kabuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, zdecydowanie :) O tak, pędzelek jest świetny! Róże też lubię :)

      Usuń
  4. Prześliczne kolorki tej paletki i makijaż, chętnie wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny makijaż :) oczka wyglądają super.

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie piszę recenzję paletki Lily Lolo, ale ta moja ma taką słabszą pigmentację :P Fakt, że mam inny wariant :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie one się różnią, bo poprzednia mnie nie zachwyciła, a tą uwielbiam :)

      Usuń
  7. Kolorki w palecie zdecydowanie nie są dla mnie - zbyt ciepłe ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardziej mnie zaciekawiła baza, chociaż sama kładę cienie na przypudrowany korektor albo używam płynnej bazy. Ta z pewnością byłaby czymś interesującym :) Cienie też ładne i mają niezłą pigmentację, ale nie do końca moje kolory, kilku pewnie bym nie używała (np. tej zieleni, chociaż skoro gdzieś się w makijażu gubi, to może bym się do niej przekonała).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak robiłam, ale te kremowe jakoś zaczęły mi się lepiej sprawdzać :)

      Usuń
  9. Piękne odcienie, a dwukolorowa baza to ciekawy pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne cienie ,piękny makijaż oczu :) Pasują Tobie idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam bazę i paletę Laid Bare - z obu produktów jestem bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.