Pomysły na prezent z Dermofuture cz.2 i SPA Vintage Body Oil

Hej!

Wiem, że już po Świętach, ale okazji do dawania prezentów jest wiele. Zdaję sobie też sprawę, że dla niektórych spotkania z bliskimi na Święta są spóźnione, więc może pomogę jeszcze komuś w wyborze upominku od Mikołaja. Chcę Wam bowiem przedstawić dziś dwa zestawy, których mam okazję używać już od jakiegoś czasu. Pierwszy zestaw jest przeznaczony do pielęgnacji twarzy, drugi do ciała. Pierwszy zapewnia pielęgnację rodem z gabinetu dermatologicznego, drugi przeniesie Was do domowego SPA. Ciekawi? Zapraszam!



Zestaw Dermofuture zawiera poręczną kosmetyczkę, płyn do demakijażu oraz serum z witaminą C. Prezentuje się naprawdę dobrze. Możecie go jeszcze kupić, m.in. TUTAJ.



Witaminowa kuracja od Dermofuture zawiera aż 30% witaminy C (lewoskrętnej). W składzie znajduje się również kwas hialuronowy, wyciąg z gorzkiej pomarańczy i arbutyna. Kuracja ma rozjaśniać skórę, regenerować, zwiększać elastyczność, spowalniać procesy starzenia, ma działanie przeciwzapalne, przyczynia się do zmniejszenia trądziku, nawilża. Obietnic jest naprawdę wiele, a cena kosmetyku nie jest wysoka. Serum należy nakładać jedynie na noc. Podczas stosowania kuracji niezbędna jest dodatkowa ochrona UV.  


Witamina posiada typowe opakowanie - ciemną buteleczkę z pipetką. W łatwy sposób można zaaplikować kilka kropel produktu na całą twarz. Kuracja pachnie typowo dla witaminy C, ja za tym zapachem nie przepadam, ale jestem oczywiście w stanie go przeboleć dla dobrych efektów. Używałam kuracji przez cały listopad i znaczną część grudnia. Efekty oczywiście są widoczne i to całkiem znacząco.

Skóra przy regularnym stosowaniu staje się bardziej napięta i zdecydowanie mniej szara i matowa. Zyskała na jasności i takim wewnętrznym rozświetleniu. Nawet po nieprzespanej nocy nie wydaje się być zmęczoną. Jeśli chodzi o trądzik, to zmian generalnie mam znacznie mniej, ale witamina C przyczynia się z pewnością do szybszego rozprawiania się z przebarwieniami i sprawia, że nie zostają blizny i ślady po pojedynczych zmianach. Idealnie współgrała z esencją Benton (KLIK), której używałam podczas kuracji na dzień. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się aż tak dobrego efektu witaminy C w tak niskiej cenie. To raptem moja druga "randka" z witaminą C, ale już wiem, że do takiej kuracji będę wracać regularnie, na pewno każdej jesieni.



Ten płyn micelarny przede wszystkim kusi swoim nietypowym wyglądem. Zawiera mnóstwo błękitnych drobinek, które zawierają w sobie witaminy i kwasy tłuszczowe. Ma być łagodny dla skóry, a jego działanie ma być tak samo dobrze oczyszczające, jak i nawilżające. Produkt posiada pH przyjazne dla skóry. Oczywiście nie wymaga spłukiwania.


Ogromną frajdę sprawia już sama aplikacja płynu na wacik, kiedy staram się nałożyć na niego jak najwięcej kuleczek. Wiem, głupotka, ale lubię to ;) Kuleczki nie są twarde, otwierają się podczas pocierania o skórę i po pewnym czasie są praktycznie niewidoczne na waciku. Płyn bardzo dobrze radzi sobie z pozbyciem się makijażu twarzy: podkładu, konturowania, itp. Błyskawicznie poradzi sobie również z makijażem brwi. Mam z nim jednak problem, jeśli chodzi o oczy. Niestety, ale bardzo mnie szczypie i piecze, więc nie używam go do tego celu. Demakijaż oczu pozostawiam jednak płynom dwufazowym. 

Płyn świetnie sprawdzi się więc do demakijażu twarzy, do odświeżenia i delikatnego oczyszczania. Całkiem go polubiłam i pewnie będę chciała sięgnąć po niego ponownie.



* * *



Zestaw Vintage Body Oil zawiera żel pod prysznic, peeling orzechowo-cukrowy oraz peeling do rąk i stóp. Dostępny jest jeszcze TUTAJ oraz na pewno stacjonarnie w drogeriach Hebe. Produkty Vintage Body Oil są mi znane i nie było to moje pierwsze spotkanie z nimi. Będą idealne dla wszystkich fanek oleistych konsystencji.



Peeling zawiera w składzie olej arganowy, migdałowy, witaminę E i ekstrakt z limonki. Jest gruboziarnisty, a "zdzierakiem" jest oczywiście cukier i łupiny orzecha. Produkt przepięknie pachnie, słodko i odrobinę orientalnie. Jest tłuściutki, dzięki czemu doskonale trzyma się ciała. Peeling idealnie rozprawia się z suchymi skórkami, złuszcza naskórek, pozostawiając skórę idealnie gładką. Dzięki zawartościom olejków skóra zostaje nawilżona i mięciutka. Pozostawia delikatnie tłustą warstwę, która sprawia, że nie trzeba już się balsamować i nakładać innych produktów nawilżających. Bardzo polubiłam ten peeling, szczególnie, że nie jest drogi.



Od żelu pod prysznic nie wymagam wiele - ma dobrze oczyszczać, nie wysuszać skóry i dobrze pachnieć. Żel Vintage Body Oil spełnia wszystkie te trzy cechy. Dodatkowo zawiera w sobie olejki, dzięki czemu nie tylko nie przesusza skóry, ale przyczynia się do jej nawilżenia. Ma bardzo przyjemny, orientalny zapach, który pobudza zmysły (Szczególnie przy wieczornej kąpieli). Pod względem zapachu rodem ze SPA jest to rzeczywiście wyjątkowy żel pod prysznic.

Jeżeli chodzi o dwufazowy peeling cukrowy to można używać go do ciała, ale przede wszystkim dedykowany jest dłoniom i stopom i do tych części ciała go używam. Jest to bardzo oleisty produkt, który należy mocno i dokładnie wstrząsnąć przed użyciem. Inaczej będzie sprawiał trudności przy aplikacji. Tak jak w przypadku peelingu orzechowego mamy tutaj duże drobiny peelingujące. Po użyciu peelingu skóra stóp staje się zdecydowanie bardziej miękka, szczególnie zauważalne jest to na piętach. Skóra dłoni i stóp jest mięciutka i gładka, pachnąca i nawilżona. Choć przyznam szczerze, że wolę peeling cukrowy w słoiczku, bo dużo cukru zostaje w buteleczce, a wydobywa się sam olej. Uwaga, może być tłusto! ;) 

 
Jak podobają się Wam te zestawy? Dostaliście podobny na Święta? Który produkt najbardziej Was zainteresował?



 ♥ ♥ ♥

Podobne wpisy z tej kategorii

16 komentarze

  1. Na serum narobiłaś mi ochoty :). Miałam 2 czy 3 tego typu, ale albo coś z nimi było nie tak, albo zwyczajnie na mnie nie działały. Chętnie bym spróbowała kolejnego, może się okaże lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio stosuję kurację WIT C z Pharmaceris. Moja skóra jest bardzo skłonna do trądziku. Słyszałam, że ta witamina działa, ale przy odpowiednich warunkach. Nie jest to łatwe, ale mam nadzieję, że zobaczę efekty :)
    Ah te peelingi! Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Drugi zestaw bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie zestawy to cudowny pomysł na prezent :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Płyn micelarny z drobinkami WOW!

    OdpowiedzUsuń
  6. Vintage Body Oil bardzo interesujący ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo lubię zestawy Vintage, super zapachy i ciekawe opakowania :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. To serum się u mnie niestety nie sprawdziło :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Z Dermofuture ciekawi mnie szczoteczka soniczna do mycia twarzy :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie zestawy są świetnym pomysłem na prezent :) w sumie nie wiem który bardziej mnie interesuje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam na oku ten zestaw Dermofuture w czerwonej kosmetyczce za 25 zł, myślę że po Twojej recenzji się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedyś miałam przyjemność z Vintage Body Oil, ale to spotkanie nie było specjalnie przyjemne. Jakoś tak ani konsystencja, ani zapach nie przypadły mi do gustu. Opinię wyrobiłam sobie na przykładzie jednego produktu, więc nie jestem zbyt obiektywna, ale niekoniecznie mam chęć spróbować innych kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam olejek do kąpieli i nic nie nawilża :( peeling i masło jeszcze nie zaczęłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Całkowicie się zgadzam co do właściwości witaminy C :) Ja zdecydowałam się tym razem na serum polskiej marki Liqpharm. Zawiera 15% witaminę C. Ten kosmetyk bardzo przypadł mi do gustu, może dla porównania za rok wypróbuję Dermofuture ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. To serum z witaminą C miałam w zeszłym roku i spisalo się u mnie rewelacyjnie. Planowałam jego zakup rowniez w tym roku ale ostatecznie wybrałam serum Mincer ☺

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.