Pupa Cats - uniwersalne paletki, czy po prostu gadżety?

Hej!

W okresie Bożonarodzeniowym na kosmetycznym rynku pojawiło się wiele nowości. Duże poruszenie wśród kosmetycznych "srok" wywołały przeurocze Pupacats - paletki w kocim kształcie. Odkąd je zobaczyłam wiedziałam, że muszę kiedyś je przetestować. Małe kotki trafiły również do Rossmanna, więc dostęp do nich nie był problemem. Trafiły do mnie dwa kotki, średni i mały. Czy okazały się być dobrymi kosmetykami, czy tylko zabawnymi gadżetami? Zapraszam do czytania.




White Cat Cold Shades

Biały kotek z ciepłymi odcieniami. W paletce znajdziemy: róż do policzków, rozświetlacz, 3 błyszczyki, bazę pod cienie, 4 cienie do powiek i aplikator. Przydatne jest duże lusterko w środku. Wszystkie cienie do oczu mają błyszczące wykończenie. W środku znajdziemy "instrukcję obsługi", co do czego, co czym jest. Przyznam szczerze, że jest to całkiem przydatne, bo na początku nie byłam pewna co do niektórych. Obecnie wersji Cold nie widziałam w sklepie, ale dostępna jest wersja Warm, TUTAJ
Cała paletka prezentuje się przeuroczo, choć nie tak jak największy z kotków, który ma futerko. Tak, widziałam tą paletkę u Interendo, prawdziwy kociak! Na półce prezentuje się oczywiście przepięknie. Produkty w środku mają też przyjemny, słodki zapach, który kojarzy mi się trochę z czekoladką od Too Faced.  





Przechodząc do jakości, cóż... pozostawia ona wiele do życzenia. Błyszczyki są lepkie i w większości przesuszają one usta. Róż do policzków ma śliczny kolor, ale inaczej wygląda na twarzy. Jego największą wadą jest to, że umieszczony został między dwoma błyszczykami. Ciężko go nabrać na pędzel tak, żeby nie wleciało nic do błyszczyku. Rozświetlacz jest w kremowej formie. Niestety to praktycznie czysty brokat. Fioletowo-srebrne drobiny, idealne na dyskotekę, ale nie na co dzień. Baza pod cienie jest bardzo sucha i praktycznie jej nie używam. Najbardziej zawiodły mnie jednak same cienie. Ich pigmentacja pozostawia wiele do życzenia. Pięknie wyglądają w paletce, ale na oku praktycznie stają się czystymi iskrzącymi się drobinkami. Piękny fioletowo - niebieski cień daje tylko delikatną mgiełkę koloru. Na bazie na ręku zachowują się lepiej (na zdjęciu wyglądają nad wyraz dobrze!), ale po roztarciu znów znikają. W każdym razie na oku znikają zupełnie...

 od lewej: rozświetlacz, cienie bez bazy, cienie na bazie/ prawa strona od góry: błyszczyki, na dole róż

Black Cat Rose

Mała paletka, która trafiła do mnie dzięki Interendo. Jest to paletka trzech błyszczyków / balsamów do ust. Wszystkie trzy dają na ustach w zasadzie podobny efekt, koloru praktycznie nie zostawiają. Nie są one odżywcze, wręcz przeciwnie - przesuszają mi usta. Są bardzo trudne do nałożenia, trzeba się dużo namęczyć podczas aplikacji. Możecie kupić TUTAJ.



Cóż, jak widać moja opinia o tych produktach nie jest przepełniona zachwytami. Paletki przeuroczo wyglądają, ale niestety są one mało. W zasadzie są ozdobą mojej półki z kosmetykami, a samych kosmetyków używam bardzo rzadko. Nie mogę ich nazwać bublami, bo nie do końca tak jest. Jakiś delikatny makijaż da się za ich pomocą wyczarować. Czasem mam w torebce paletkę balsamów, ale nie lubię efektu, jakie dają. Pupa Cats to po prostu urocze gadżety, które idealnie nadadzą się dla początkujących w makijażu młodych dziewczyn. Nie ma szans, aby przesadziły one z którymś z kosmetyków. Bardziej wymagające osoby nie będą zadowolone z pracy z tymi produktami.  


A wy skusiłyście się na któryś z kotków? Może macie chęć? 



   ♥ ♥ ♥

Podobne wpisy z tej kategorii

54 komentarze

  1. Urocze te kociaki i kolorki fajne. Sama myślałam nad ich zakupem póki co jestem twarda :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładne opakowania, ale od razu jak je zobaczyłam skojarzyły mi się z takimi malowidłami dla dzieci. Sama miałam parę takich zestawów, które były naprawdę do niczego, bardziej chodziło o to, żeby dziecko się mogło w malowanie pobawić. Pigmentacja była bardzo słaba i ogólnie bardzo podobnie to wyglądało, tylko, że wtedy miałam może 10 lat i przecież się nie malowałam. Ja na pewno nie kupię, bo uważam, że dla samego opakowania trochę bezsensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie skojarzenie dobre :) Ja wcześniej nie miałam żadnych produktów marki Pupa i raczej kojarzyłam ją z dobrą jakością. Oczywiście, dla opakowania bez sensu ;)

      Usuń
  3. Mam obie. Wielkiego szału nie ma, ale fajne z nich gadżety:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma co ukrywać, kociaki są przesłodkie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzą mi się z Sailor Moon ;)

      Usuń
  5. Ja na żadną się nie skusiłam :) I dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie no... ja jestem dużą sroczką, ale takich bajerów bym nie chciała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię takie słodkie opakowania ;)

      Usuń
  7. Oj fajne opakowanie i mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  8. śliczne :) widziałam je na promocji w drogerii, ale nie zaciekawiły mnie specjalnie :) i z recenzji wynika, że słusznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Intuicyjnie nie mam zaufania do takich gadżetów i jak widać słusznie. Co mi po kolorowym puzderku jak wnętrze słabej jakości. To już wolę odwrotną konfigurację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to był azjatycki produkt pewnie byłby genialny ;)

      Usuń
  10. widzialam je ale nie kusilo :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze, ze się jednak nie skusiłam na te kotki - może to dlatego, ze jestem okropną "psiarą" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wolę psy, ale w zasadzie kocham wszystko, co puszyste! :D Prócz pająków :P

      Usuń
  12. Miałam ochotę na taki koci gadżet bo jestem ogromną kociarą ale wygląd kosmetyku i kolory jakoś do mnie nie przemówiły. Dobrze że nie dałam się skusić chwilowej słabości, bo za samą dekoracje szkoda tyle pieniędzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak jest :( Szkoda, że nie jest u nas tak jak w Korei, gdzie opakowania idą w parze z jakością...

      Usuń
  13. No są przeurocze:). Ale najbardziej kocham pospolity z wyglądu kryolan :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z kryolanu jeszcze nic nie miałam ;)

      Usuń
  14. Kusiły mnie swego czasu przy każdej wizycie w Rossmannie, ale nie kupiłam. Teraz nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja już się wypowiedziałam na ten temat, moim zdaniem to gadżety dla małych dziewczynek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie krzywdy by sobie nie zrobiły ;)

      Usuń
  16. Ja mam największego kociaka od Sisi i to czerwonego bo bardzo o nim marzyłam wiec dostałam w prezencie. Na komodzie wygląda uroczo ale w użytkowaniu to bywa różnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie :) Prezent uroczy, ale szkoda, że twórcy nie do końca się postarali.

      Usuń
  17. Sama bym nie kupiła ale takim prezentem bym nie pogardziła

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak myślałam, że koty tylko ładnie wyglądają. Na ręce rozświetlacz wygląda pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale na policzku to już sam brokat :(

      Usuń
  19. ślicznie wyglądają, ale spodziewałabym się po takich produktach większej trwałości, no i kto był taki mądry żeby róż wrzucić pomiędzy błyszczyki???? no ale przyznasz że na ręku wyglądają ładnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie :) Tutaj na swatchach wszystko ładnie wygląda, na twarzy ginie :( Chyba, że bym aplikowała palcem :P Ale wyglądałabym jak rosyjska babuszka!

      Usuń
  20. Mam jednego z tych kociaków i doszłam do wniosku, że kosmetyki tej marki są naprawdę słabej jakości :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie aż odechciało mi się kupować coś innego tej marki ;)

      Usuń
  21. Widziałam te "kotki" w sklepie. Nie moja stylistyka, wolę prostsze opakowania. Chciałam je jednak sprezentować nastoletniej siostrze...dobrze że tego nie zrobiłam. Czyli to taka zabawka? można kupić małym dziewczynkom do zabawy...na pewno się ucieszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię ładne opakowania, ale azjatyckie kosmetyki przyzwyczaiły mnie, że w ładnych opakowaniach kryją się dobre produkty. Tutaj tak nie jest ;)

      Usuń
  22. Przybyłam na twój blog w poszukiwaniu opinii o Skin79 i widzę, że już tu pozostanę:) Kota mam, ale tego w kształcie kuli. Dostałam go na imieniny w listopadzie(!) i do tej pory nie użyłam ani razu. Jedyne co z nim zrobiłam to obfotografowałam na bloga, ale i tak jeszcze nie umieściłam. Kosmetyki Pupa uwielbiam i jest to moja ulubiona marka więc mam nadzieję że jednak w tym kocie cienie choć trochę będą przydatne. Póki co zużywam wszystkie inne cienie które mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, miło mi szalenie! :) Ja nie miałam nic tej marki i teraz w sumie jakoś nie chcę mieć ;)

      Usuń
  23. Ooooch.. szkoda, że ich uroda nie idzie w parze z jakością :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Kociary od dawna zachwycały się tymi paletkami. Na początku ich cena była niemała, więc mój wewnętrzny ekonomista mnie powstrzymywał. Jak widać miał rację. :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Bałam się tych kolorów , wydawały mi się strasznie nie moje, ale na ręcę nie jest źle:) Uroczę są te opakowania ale z zasady sięgam po zwyczajne paletki, te zazwyczaj kurzą się i zalegają w szufladach :) Traktuje je bardziej jak gadżety niż, prawdziwe kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Za taką cenę nie oczekiwałabym od nich za wiele ;) Myślę, że płacimy głównie za pięknie wyglądające opakowanie, a nie za jakość produktu :P Mimo wszystko nie pogardziłabym takim na półce ^-^

    Zapraszam Na Mojego Bloga Sakurakotoo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz... azjatyki mnie nauczyły czegoś innego :)

      Usuń
  27. Nie przepadam za takimi swiecącymi drobinkami.

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie używałam ich, choć wyglądają przeuroczo. Jednak kosmetyki same w sobie mnie nie zachwycają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie niestety tylko wyglądają ;)

      Usuń

Zostaw komentarz - jestem ciekawa Twojego zdania!
Możesz to zrobić nawet jako anonim! :)
♥ ♥ ♥

Subskrybuj Wpisy

Dodaj swój e-mail i otrzymuj powiadomienia.